motyw literacki
Niebo
27fragmentów
10lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Napój cienisty 7 fragmentów
- Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie 5 fragmentów
- Boska Komedia 4 fragmenty
- Anhelli 3 fragmenty
- Klechdy polskie 2 fragmenty
- Kwiaty polskie 2 fragmenty
- Baśnie 1 fragment
- Genesis. Księga Rodzaju. Bereszit 1 fragment
- Kamizelka 1 fragment
- Trzej muszkieterowie 1 fragment
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
A Szaman, ujrzawszy wyskakujące rybki ku zorzy wieczornéj, rzekł: oto widzisz tę płotkę, co przeleciała przez powietrze i znów utonęła. A teraz opowiada siostrom swoim na dnie, że zobaczyła niebo, i opowiada o niebie różne rzeczy, i z tego ma sławę między inszymi rybkami. Słuchając więc powieści o niebiosach, zapłyną do sieci i jutro będą sprzedawane na rynku.…
Bóg przycisnął do serca przyniesione kwiaty, aby odżyły tutaj piękne i szczęśliwe; lecz do ust podniósł tylko zwiędły kwiatek polny, który natychmiast zaczął śpiewać z aniołami, otaczającymi promienny tron Boga. A było ich tak wiele, taka nieskończona mnogość, bliżej i dalej, dalej, gdzie wzrok już nie sięga, a wszyscy równie jaśni i szczęśliwi.
Tłumie, coś płynął słuchać mnie ciekawy Łódką w ślad mojej śpiewającej nawy, Zawracaj wiosłem w brzegi za pogody, Nie tobie za mną żeglować przez morze, Tracąc mnie z oczu zabłądziłbyś może. Ja płynę dotąd w nieżeglowne wody, Żagiel mój tchnienie rozdyma Minerwy, Apollo ster mój, grono Muz dziewięciu Gwiazdą niedźwiedzic wzrok żeglarza nęci. Ty mała garstko!…
przestwór רָקִיעַ raki'a I uczynił Bóg przestwór i przedzielił między wodami, które pod przestworem, a wodami, które nad przestworem. I stało się tak.
„Czy znowu zejdą się kiedy oboje, ażeby powiedzieć sobie cały sekret o kamizelce?..." — myślałem patrząc na niebo. Nieba prawie już nie było nad ziemią. Padał tylko śnieg taki gęsty i zimny, że nawet w grobach marzły ludzkie popioły. Któż jednak powie, że za tymi chmurami nie ma słońca?...
Gwiazdy na czystym niebie i sporsze się zdawały, i liczniejsze niż zazwyczaj. Wielka Niedźwiedzica aż się w oczy zewsząd rzucała, to dyszlem srebrnym, to płomienną resztą swego wozu skrząc się migotliwie. A Droga Mleczna napuszyła się wypukłe i tak wezbrała swym rozpowietrzonym srebrem, jakby z niej za chwilę nadmiar tego srebra miał się na ziemię rosą kroplistą przelać.
W pokoju pana Dziewierskiego Sufitem było szczere niebo, W wyrwie podłogi — deszcz kałużą... I burtą na bok przechylony, Przegrzmiałą obłąkany burzą, Korsarski statek krążył po niej, Jakby go ciągnął kto magnesem... Sprawdziło się przysłowie stare, Że «vivere non est necesse, Sed est necesse navigare».…
…A wszechświat, co już stał się czymś w rodzaju mitu, — Ożywiony pogrzebem — pomyślał, że trzeba Zmienić cel nieistnienia i miejsce — niebytu. Więc — choć ktoś go do mgławic i dróg mlecznych przykuł, — On, wstrząsając łańcuchy przeznaczeń bez treści, — Śnił, że w drogę wyrusza, jak rdzawy wehikuł, Zbłąkany w złotym wnętrzu zamierzchłej powieści.
«I miał rozum! — zawołał Tadeusz z zapałem. — To państwa niebo włoskie, jak o nim słyszałem, Błękitne, czyste: wszak to jak zamarzła woda; Czyż nie piękniejsze stokroć wiatr i niepogoda? U nas dość głowę podnieść: ileż to widoków! Ileż scen i obrazów z samej gry obłoków!…
Był to jeden z tych pięknych, rzadkich dni zimowych, w których nawet Anglia przypomina sobie, iż jest słońce na niebie. Chociaż miało się już pod zachód, jednak promienie słoneczne oblewały purpurą morze i niebo, złociły szczyty domów i pałaców miejskich i paliły się w szybach okien niby odbicie pożaru.
Kiedy więc cieśle postawili krzyże na wysokiém wzgórzu śniegowém, odezwał się głos z nieba jakoby wicher, pytając: co czynicie? Lecz go ci ludzie nie przelękli się. I zawieszono na krzyżach ludzie owe obłąkane, i przybito im ręce ćwiekami; a ten, co był na prawo, krzyczał: równość! a ten co był z lewéj, krzyczał: krew! wiszący zaś pośrodku mówił: wiara!…
Tłumie, coś płynął słuchać mnie ciekawy Łódką w ślad mojej śpiewającej nawy, Zawracaj wiosłem w brzegi za pogody, Nie tobie za mną żeglować przez morze, Tracąc mnie z oczu zabłądziłbyś może. Ja płynę dotąd w nieżeglowne wody, Żagiel mój tchnienie rozdyma Minerwy, Apollo ster mój, grono Muz dziewięciu Gwiazdą niedźwiedzic wzrok żeglarza nęci. Ty mała garstko!…
Niebo, przejrzyście zachmurzone, ćmiło się srebrnym, we mgle rozcieńczonym słońcem i młodziło się na deszcz, który, z porania uciuławszy się w świeżym powietrzu, spadł nagle na ziemię z nieprzewidzianym a łatwym pośpiechem.
Krwią złotej lwicy niebo broczy, Od blasku zasłaniają oczy.
Reszta Boga — w niebiosach! Zachód, tlejąc, zrudział. O, uwierzyć w tę Resztę i potrwać w tym błędzie! W dziejach gwiazdy najdalszej brać zawrotny udział I zawczasu już srebrnieć tym, co kiedyś będzie...
Mrok gęstniał. Tylko w gaju i około rzeczki W łozach, błyskały wilcze oczy jako świeczki; A dalej, u ścieśnionych widnokręgu brzegów, Tu i owdzie ogniska pastuszych noclegów. Nareszcie księżyc srebrną pochodnię zaniecił, Wyszedł z boru i niebo, i ziemię oświecił.…
Tak mówił ów człowiek i ocierał usta, na których była krew świeża! A na to zaś Anieli: Nawróćcie się, rzekli, i proście Boga! Albowiem pokażemy wam znak jego gniewu ten sam, który był niegdyś znakiem przebaczenia. I roześmieli się głośno ci ludzie, nie wiedząc, że z Aniołami rozmawiali, i rzekli: jakiż jest znak?…
Kto chcesz zrozumieć i rozważyć ściślej, Com wtedy widział, utwórz obraz w głowie I taki obraz, podczas gdy ja mówię, Mocno jak skała niech stoi w twej myśli. Gwiazd ci piętnaście wyobrazić trzeba, Oświecających różne części nieba Taką światłością, co przez chmur zasłonę Przenika na skroś powietrze zgęszczone; Schwyć wóz gwiaździsty wyobraźni okiem, Co się po niebie toczy tak szerokiem, Że choć zawraca dyszlem dniem……
A o tej Magdalenki śpiewanym pogrzebie Aniołowie wspominać lubią na błękicie, — I gdy znuży ich mgliste z wiecznością współżycie, — Młodzą skrzydła na deszczu, co wilży sny w niebie. Łagodząc nieśmiertelność tych skrzydeł podmuchem, — To — rojno, to — w rozsypce na mniejsze gromady — Krążą w słońcu nabytym od motyli ruchem, Jak puszyste — o czar swój dbające owady.
Już naprzeciw księżyca gwiazda jedna, druga Błysnęła; już ich tysiąc, już milijon mruga. Kastor z bratem Polluksem jaśnieli na czele, Zwani niegdyś u Sławian Lele i Polele; Teraz ich w zodyjaku gminnym znów przechrzczono: Jeden zowie się Litwą, a drugi Koroną.…
Stąd w domniemanej przez myśl odległości Na sześć tysięcy mil szósta godzina Płonęła w ogniu, a cień padał prościej Na tamtej sferze, prawie prostopadły: Gdy środek niebios nad nami widniejszy Staje się takim, że gwiazd promień zbladły W ich głębokościach już tonąć zaczyna; A niebo z przyjściem słońca służebnicy Zagasza gwiazdy aż do najpiękniejszej; Podobnie z wolna gasł ten triumf święty Grać i kołować bez przerwy……
Słońce, zagrzęzłe w odmętach wieczoru, Spoza chat czubów i przyłbicy młyna Jeszcze się resztą świateł przypomina Upatrzonemu wśród sadów jezioru... Jezioro barwnym powleka się mrokiem, Co, rozwidniając, nie widzieć pozwala... Z wędrownym błyskiem spotyka się fala Pod umówionym w głębinie obłokiem. Obłok swój bezruch kojarzy z fal ruchem...…
Już wschodził uroczysty dzień Najświętszej Panny Kwietnej. Pogoda była prześliczna, czas ranny; Niebo czyste, wokoło ziemi obciągnięte, Jako morze wiszące, ciche, wklęsło-wgięte, Kilka gwiazd świeci z głębi, jako perły ze dna Przez fale
I poszli. — A szli w poprzek — i wprzód — i ukosem, Już zawczasu się srożąc pod gołym niebiosem, Jak mówią w tym powiecie, gdzie mimo zwyczaju Niebo jest — Bóg wie czemu — męskiego rodzaju. Po obłokach — po pniakach — po jarach — szli, skacząc I Czmurowi zaocznie i trafnie sobacząc!
Już ostatnie perły gwiazd zamierzchły i na dnie Niebios zgasły, i niebo środkiem czoła bladnie. Prawą skronią złożone na wezgłowiu cieni Jeszcze smagławe, lewą coraz się rumieni
…W twarz go biły obłoków wzburzone jaśminy, Wóz miotał w byle wieczność ognia rozprószyny, A on patrzył w to tylko, co w dal się rozwidnia, I, górując — dołując, mknął, jak śród białydnia! Jęczała Nieskończoność, kół miażdżona złością, A gwiazdy rozpaczały nad Nieskończonością!…
Pokazujemy 26 z 27 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.