motyw literacki
Przekleństwo
29fragmentów
21lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Nie-Boska komedia 4 fragmenty
- Antygona 2 fragmenty
- Balladyna 2 fragmenty
- Odyseja 2 fragmenty
- Placówka 2 fragmenty
- Potop 2 fragmenty
- Boska Komedia 1 fragment
- Dziady, część II 1 fragment
- Dziady, część III 1 fragment
- Faraon 1 fragment
- Hamlet 1 fragment
- Konrad Wallenrod 1 fragment
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
Szczęśliwy, kogo w życiu klęski nie dosięgły, Bo skoro bóg potrząśnie domowymi węgły, Z jednego gromu cały szereg nieci, Po ojcach godzi i w dzieci. Tak jako fale na morzu się piętrzą, Gdy wicher tracki do głębiny wpadnie I ryje iły drzemiące gdzieś na dnie, Aż brzeżne skały od burzy zajęczą: — Tak już od wieków w Labdakidów domy Po dawnych gromach nowe godzą gromy, Bóle minionych pokoleń Nie niosą ulg i wyzwoleń.…
Woda nie obmyje Na moim czole czerwonego pasu. Widzisz! czy widzisz, jak korona ryje? Dwudziestoletnie życie w głębi lasu Nie zagoiło rany. Pas na czole, A drugi taki pas mi serce płata; Ten od korony, pokazując na serce ten od mieczów kata. O! moje dzieci! o! sieroctwa bole! O! moja przeszłość!
Gdy uciekając w rozsypce przez pole, Znowu ku górze zwracały się cienie, Tam gdzie pociąga rozum naszą wolę; Ja się zbliżyłem do wodza wiernego, Czyżbym tę podróż mógł odbyć bez niego? On zda się czegoś żałował jak grzechu; O czysta duszo! jak lada zboczenie Goryczą bodzie twe czułe sumienie!…
Duszo przeklęta czy błoga, Opuszczaj święte obrzędy! Oto roztwarta podłoga, Kędy wszedłeś, wychodź tędy. Bo cię przeklnę w imię Boga. po pauzie Precz stąd na lasy, na rzeki, I zgiń, przepadnij na wieki! Widmo stoi. Przebóg! cóż to za szkarada? I milczy, i nie przepada! I milczy, i nie przepada! Darmo proszę, darmo gromię, On się przeklęctwa nie boi.
Exorciso te — Gadam, gadam, skaczę — śpiewam — Tylko nie klnij — jak gadać? — dusisz — ledwie ziewam.
…Im czółno dalej odsuwało się od folwarku, z twarzy Fenicjanina znikał uśmiech, a występował wyraz gniewu. A gdy dom Sary ukrył się za drzewami, Dagon powstał i podniósłszy ręce do góry począł wołać: — O Baal Sydon, o Astoreth!... pomścijcie moją zniewagę nad przeklętą córką Judy... Niech przepadnie jej zdradziecka piękność jak kropla deszczu w pustyni... Niechaj choroby stoczą jej ciało, a szaleństwo opęta duszę...…
«Niech mi niebo odmówi światła, ziemia wody, Noc nie da odpoczynku, dzień nie da swobody! W rozpacz niech wszelka moja zmieni się pociecha, Los tylko więźnia w lochu niech mi się uśmiecha: Wszystko to, co rumieniec przeistacza w bladość, Niech będzie mym udziałem, gdy uczuję radość. Tu i tam niech ponoszę kaźń co chwila nową, Jeśli żoną zostanę, raz zostawszy wdową!»
«O, miejmy litość, nad sobą samemi!... Pomnij, mój luby, że jak ten świat wielki, Dwoje nas tylko na ogromnej ziemi, Na morzach piasku dwie rosy kropelki; Że lada wietrzyk, z ziemnego padołu Znikniem na zawsze: ach, gińmyż pospołu!... Nie na to przyszłam, ażeby cię dręczyć: Nie chciałam przyjąć święcenia kapłanek, Bo niebu serca nie śmiałam zaręczyć, Póki w nim ziemski panował kochanek.…
Niech ludzie z pistoletów kule ci wykradną! Niechaj cię głód zabije, zapali pragnienie!...
— Przynajmniej znalazł się choć jeden pan, co się poznał na tym kundlu Włochu... O hycel! łeb to zadziera, ale nim ci da, człeku, dziesiątczynę, to ją pierwej ze trzy razy obejrzy... Legawa suka go urodziła, pokrakę... Zgnilec... obieżyświat... Kopernik!...
…A Czmur na to: — «Precz stąd, śmiecie pyskate! Znam podniebia wasze! Na baśń leśną dybiecie, jak bawół na paszę! Czym dla was nieśmiertelność? Rodzajem — jarzyny! Wara psiarni człowieczej do bytów przyczyny!» — Trącił Maciej Macieja: «Lży, bestia nieczysta! Pierwszy przemów do zmory, boś lepszy mówista»... Sięgnął Maciej po słowo, co wszystek gniew zmieści! — «Ty, psiaparo — psiawełno — psianogo — psiatreści!…
Zstąpiłem do ziemskich ślubów, bom znalazł tę, o której marzyłem — przeklęstwo mojej głowie, jeśli ją kiedy kochać przestanę. —
Muzo! Męża wyśpiewaj, co święty gród Troi Zburzywszy, długo błądził i w tułaczce swojej Siła różnych miast widział, poznał tylu ludów Zwyczaje, a co przygód doświadczył i trudów! A co strapień na morzach, gdy przyszło za siebie Lub za swe towarzysze stawić się w potrzebie, By im powrót zapewnić! Nad siły on robił, Lecz druhów nie ocalił: każdy z nich się dobił Sam, głupstwem własnym.…
— Precz, capy, psy niewierne! Niewolnicy! Swynojady! — ryknął, chwytając za brody dwóch Zaporożców i targając nimi z wściekłością. — Precz, pijanice, bydlęta nieczyste! Gady plugawe! Wy mnie jasyr zabierać przyszli, a ot, ja wam tak!... Capy! — To mówiąc, targał za brody coraz innych mołojców, na koniec zwaliwszy jednego, począł go deptać nogami.…
Tadeusz, wydarłszy się z objęcia przemocą: «Jak to? — rzekł — czyś z rozumu obrana? gdzie? po co? Jechać za mną? Ja, będąc sam prostym żołnierzem, Włóczyć, czy markietankę?» — «To my się pobierzem» Rzekła mu Telimena. «Nie, nigdy! — zawoła Tadeusz.— Ja żenić się nie mam teraz zgoła Zamiaru, ni kochać się. Fraszki! dajmy pokój! Proszę cię, moja droga, rozmyśl się! uspokój!…
…Ale co się z panem Wołodyjowskim działo, co wygadywał, tego ufam, że mu Pan Jezus nie zakarbuje, bo człek się ze słowami nie liczy, gdy go boleść targa... Ot, mówię waszmości — tu pan Charłamp zniżył głos — bluźnił w zapamiętaniu! — Dla Boga! Bluźnił? — powtórzył cicho Kmicic. — Wypadł od jej ciała na sień, z sieni na podwórzec i taczał się jak pijany.…
Bodajże wam smród w gębę, mili pijanice, A trąd na twarz; bo żona lubi takie lice. Krzywej nogi na starość, nieobrotnej szyje, Krom klątwy, kto będzie żyw, snadnie sie dopije.
— Śmierci niech doczeka! — krzyknęła Ślimakowa, wygrażając pięścią. — Spał w stajni i dał konie ukraść... Bodaj go ziemia wyrzuciła, kiedy zdechnie!
Tak klnąc i sierdząc się na pannę, a czasem na siebie samych warcząc, dojechali do lasu. Ledwie minęli pierwsze drzewa, ogromne stado wron zawichrzyło się nad ich głowami. Zend począł zaraz krakać przeraźliwie; tysiące głosów odpowiedziało mu z góry. Stado zniżyło się tak, że aż konie poczęły się lękać szumu skrzydeł. — Stul gębę! — krzyknął na Zenda Ranicki. — Jeszcze nieszczęście wykraczesz!…
Tamci biegną, ale Grecy, ciągnąc kotły po ziemi, stękając, klnąc po swojemu: „putare" i „porka", popychając i poganiając się wzajemnie, znikają za żerdzią, oddzielającą świat od Harmenze. Przełażę za nimi ostatni, słyszę, jak tamci są już przy kotłach i klną mnie w żywy kamień, a moją familię rozstawiają z uporem po kątach. Ale wszystko jest w porządku: dziś ja, jutro oni, kto pierwszy, ten lepszy.…
Szczęścia za wiele! Trzebaż ci tak mało? Z nią?! wielkie nieba! Nudnyś, wielkie piekła!
Klnę moich myśli śmierciodajne winy, Co zatwardziły mi serce!
Milcz, zbrodniarko! teraz my się znamy Do głębi serca... Niechaj z tego trądu Lęgną się w mózgu gryzące robaki, W sumnieniu węże; niech kąsają wiecznie, Aż umrzesz wewnątrz, a zgniłymi znaki Okryta, chodzić będziesz jako żywe Trupy... precz! precz! precz! ty musisz koniecznie Czekać, co Boga sądy sprawiedliwe Uczynią z tobą... A coś okropnego Bóg już przeznaczył, może jutro spełni.…
Henryku, mną teraz już nie pogardzisz — jestem pełna natchnienia — wieczorami już mnie nie będziesz porzucał. — Nigdy, nigdy. — Patrz na mnie. — Czy nie zrównałam się z tobą? — Wszystko pojmę, zrozumiem, wydam, wygram, wyśpiewam. — Morze, gwiazdy, burza, bitwa. — Tak, gwiazdy, burza, morze — ach! wymknęło mi się jeszcze coś — bitwa.…
„Przybywamy do wyspy Ajolii, zagnani Wiatrem. Syn Hippodata, Ajol mieszkał na niej. Był to przyjaciel bogów i od nich kochany. Pływającą tę wyspę strzegą w okręż ściany Spiżowych wałów, nie mniej i pobrzeżne skały. Dzieci miał on dwanaście, które się chowały: Sześć ślicznych cór i synów też sześciu. Z synami Pożenił swoje córy, braci ze siostrami.…
— Myślisz, że ja nie wiem, co cię Niemcy skusiły i chcesz im sprzedać grunt?... Może nieprawda?... — dodała, dziko patrząc mu w oczy. Ślimak spuścił głowę. — Ty zdrajco!... ty zaprzańcu!... — wybuchła nagle, wygrażając mu pięścią. — Ty grunt sprzedajesz?... A to byś ty samego Pana Jezusa Żydom sprzedał!...…
— W las uszedł! — zawołał jakiś szlachcic. — Hejże, panowie bracia! — Milczeć! — huknął potężnym głosem Józwa Butrym. Po czym zbliżył się do panny. — Panno! — rzekł. — Nie ukrywaj go!... To człek przeklęty! Oleńka podniosła obie ręce nad głowę. — Przeklinam go wraz z wami!... — Amen! — krzyknęła szlachta. — Do zabudowań i w las! Odnajdziem go! Hajże na zbója!
Na tobie się kończy ród przeklęty — w tobie ostatnim zebrał wszystkie siły swoje i wszystkie namiętności swe, i całą dumę swoją, by skonać. — Za to, żeś nic nie kochał, nic nie czcił prócz siebie, prócz siebie i myśli twych, potępion jesteś — potępion na wieki. —
Przeklinamy cię za niewiniątka nasze! — Za ojców naszych. — Za żony nasze. — A ja was za podłość waszą. —
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.