motyw literacki
Kradzież
36fragmentów
21lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Chłopi, Część trzecia - Wiosna 4 fragmenty
- O krasnoludkach i sierotce Marysi 4 fragmenty
- Pożegnanie z Marią 4 fragmenty
- Trzej muszkieterowie 3 fragmenty
- Boska Komedia 2 fragmenty
- Klechdy polskie 2 fragmenty
- Przedwiośnie 2 fragmenty
- Quo vadis 2 fragmenty
- Bajki i przypowieści 1 fragment
- Balladyna 1 fragment
- Dziady, część II 1 fragment
- Granica 1 fragment
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
Pies szczekał na złodzieja, całą noc się trudził; Obili go nazajutrz, że pana obudził, Spał smaczno drugiej nocy, złodzieja nie czekał; Ten dom skradł; psa obili za to, że nie szczekał.
Chroń się, starcze, do celi, burza tobie z głowy Okradnie siwe włosy. Ludzie i zdarzenia Kradną... złodziej płaszcz zedrze, a nędza koszulę. Trzeba wszystkiemu zbrojną ręką się opierać... Lecz smucisz się za wcześnie — bo ja ci przysięgam, Że zginę lub skradzioną koronę odzyskam.…
Przyszliśmy jakby nad stromy brzeg lądu, Co skał gruzami wokół się najeża, Nad przepaść dzikszej męczarni i chłosty. Tam chcąc uniknąć straszliwego swądu, Jaki z otchłani głębokiej wynika, Wespół z mym wodzem stanąłem ukryty Pod jedną ścianą wielkiego pomnika, Gdzie taki napis w kamieniu był ryty: «Anastazego strzegą proch papieża, Którego Fotyn ściągnął z drogi prostej».…
I poszła, ale jeszcze rychlej wróciła, zmieszana jakoś, oznajmiając, że mięsa z połowę brakuje. Porwała się do komory Hanka, poleciała za nią Józka i stanęły wystraszone nad cebrzykiem, deliberując, kaj się mogło podziać. — To nie psia robota: wyraźnie znać odkrojenie nożem... Złodziej obcy też nie przyszedł po parę funtów... To Jagusina sprawka!…
Nie lubisz umierać z głodu! A pomnisz, jak raz w jesieni Wszedłem do twego ogrodu? Gruszka dojrzewa, jabłko się czerwieni; Trzy dni nic nie miałem w ustach, Otrząsnąłem jabłek kilka. Lecz ogrodnik skryty w chrustach Zaraz narobił hałasu I poszczuł psami jak wilka. Nie przeskoczyłem tarasu, Dopędziła mię obława; Przed panem toczy się sprawa, O co? o owoce z lasu, Które na wspólną wygodę Bóg dał jak ogień i wodę.…
Pomimo tych rygorów niepodobieństwem było uchronić się od częstych szkód i kradzieży. Kwiaty, które nadawały się do sprzedaży na targu, i dojrzewające owoce stanowiły przynętę dla własnych podwórzowych i okolicznych urwisów. Ranki po takich wypadkach były ciężkie i burzliwe. Pani Cecylia krzyczała na Ignacego, że wysypia się przez całą noc zamiast chociaż czasami popilnować ogrodu.…
— Tuście się zataiły, połyskliwe, zazdrosne! — szepnął Tajemnik, zbliżając się do worów. — Nie zdążyło się jeszcze to robactwo tchórzliwe przesuszyć, a już spod ręki umknęło, aby mi siebie poskąpić! Nauczę ja was szczodrości i hojności! Po kolei Tajemnik zanurzał dłonie we worach, gruntując je aż do dna. Garściami wsypywał dukaty i talary do kieszeni, do czapki i za pazuchę.…
Starcze! zapał cię prześciga? Oto pierwsze zwycięstwo... pokonam! lub zginę!... Ha! carze, ty nam polską ukradłeś krainę? Za to śmierć! bo wiedziałeś kradnąc, żeś wart śmierci! Ha! carze, tyś ją zabił i rozdarł na ćwierci, Potem kawały, spadłe z gilotyny ścienic, Przybiłeś do trzech tronów jak do trzech szubienic, Gdzie na nie patrzą wzgardą królewscy zbrodniarze; Carze! gdybyś dwa razy mógł umrzeć? O!…
— Nie — mówił bas — on z tych dostaw nie obmyje się nawet szarym mydłem. Kupiec galanteryjny robi dostawy! Warszawiak jedzie do Bułgarii!... — Pański brat, inżynier, jeździł za zarobkiem jeszcze dalej — odezwał się półgłos. — Zapewne! — przerwał bas. — Czy może i sprowadzał perkaliki z Moskwy? Tu jest drugi sęk: zabija przemysł krajowy!... — Ehe! he!... — zaśmiał się ktoś dotąd milczący — to już do kupca nie należy.…
Hesiu!... pokaż... coś ty wzięła? No... cygara... wielka afera. Ukradłaś? Och!... przed chwilą ojciec kradł także. Jak taki kamienicznik może to robić, czemu ja nie mogę?
Była to banda cygańska, takoż na jarmark do miasteczka śpiesząca: obdarte i ogorzałe Cyganki, w płachcie na plecach dźwigające dzieci, stare Cyganichy z fajką w zębach, mężczyźni z kociołkami na kijach i małe, półnagie berbecie z kręconymi włosami i przebiegłym wzrokiem. Połączył się z nimi ów, który Koszałka-Opałka i Podziomka niósł, i tak wszyscy dalej kupą szli. Cygany jak Cygany.…
Słysząc to Major wstaje i od gniewu parska: «Czy ty oszalał, Ryków? To służba cesarska: A służba nie jest drużba, stary, głupi Ryków! Czy ty oszalał? Ja mam puszczać buntowników! W takim wojennym czasie! Ha, pany Polaki, Ja was nauczę buntu! Ha, szlachta łajdaki, Dobrzyńscy, oj ja znam was, niech łajdaki mokną!…
Podziękowałem sławnemu profesorowi za łaskawe pokazanie i objaśnienie mi tego wszystkiego i zapewniłem, że jeżelibym wrócił kiedy do mej ojczyzny, to uznam go za pierwszego i jedynego wynalazcę cudownej maszyny, której kształt dla lepszej pamięci na papier przeniosłem i na dowód tutaj załączam.…
— Godzi się to, godzi, bo nieprzyjaciołom tylko bierzem — rzekł stary. — Nieprawda jest, bo i swoich napadacie, co mi już twoi synalowie wyznali, a to już prosty rozbój i szlacheckiemu imieniowi zakała. Wstyd wam, hultaje!... Chłopami wam być, nie szlachtą! Poczerwieniał na to stary wyga i rzekł: — Wasza miłość krzywdzi nas, bo my, pamiętając na stan nasz, chłopskim procederem się nie bawim.…
— Jak kto ma dyżur w kuchni, to niech pilnuje, żeby nie kradli. Patrzy chorąży, czy kucharz kraść zdąży dla Żydówki w ciąży — rzucił od drzwi Stefan, który uczył się angielskiego i szeptem powtarzał słówka. Cisnął książkę na stół i, bijąc buciorami o kamień podłogi, podszedł do okna. — Znowu sukinsyny gotują na węglu — rzekł, wysadziwszy głowę za okno.…
Nim jednak spuszczono prostą trumnę w głąb dołu, Cezary zapragnął raz jeszcze spojrzeć na matkę. Oderwał deskę nakrywającą świerkowe pudło i po raz ostatni przypatrzył się obliczu zgasłej. Splatając jej zesztywniałe palce do snu wiecznego, zobaczył również, że złota obrączka, którą przez tyle lat przywykł całować i wyczuwać, iż była niejako częścią ręki, czymś niby kość czy sustaw, wrośnięta w skórę chudej ręki — że……
Stopniowo rozmowa zamierała i sen zaczął kleić powieki małych włóczęgów. Fajka wypadła Krwawej Ręce z dłoni i Huck usnął snem sprawiedliwego. Nie tak łatwo poszło Postrachowi Mórz i Czarnemu Mścicielowi Hiszpańskich Wód. Pacierze odmówili po cichu i leżąc, bo nikt nie kazał im uklęknąć i modlić się głośno.…
Wydało mu się to tym prawdopodobniejszym, że na drodze począł napotykać coraz więcej ludzi, którzy opuściwszy miasto jechali do Gór Albańskich, by ocaliwszy się od ognia wydostać się następnie i poza granice dymów. Nie dojechawszy do Ustrinum musiał zwolnić z powodu zatłoczenia drogi.…
Złodziej! Złodziej! Rozbójnik! Morderca! Ratunku! Kto w Boga wierzy! Jestem zgubiony! Zamordowany! Gardło mi poderżnęli: wykradli mi pieniądze! Kto to być może? Co się z nim stało? Gdzie uciekł? Gdzie się ukrywa? Jak go znaleźć? Gdzie pędzić? Gdzie go szukać? Może tu? Może tam? Kto to taki? Trzymaj! Chwytając siebie za ramię Oddaj pieniądze, łotrze! Ha, to ja sam!…
— Paniczek to nawet nie wie, że nam gniadą ukradli! — zawołał nagle Jędrek, służący za fornala. — Gniadą ukradli? — rzekł Marcinek jak zbudzony ze snu. — Przecie gniada idzie przed twoim nosem u dyszla... — E!... i cóż ta z tego, kiedy ją ukradli... — Czy on prawdę mówi, mamusiu? — Opowiedzże paniczowi, jak to było!... — rzekła matka Marcinka. Gniada klacz była ulubienicą całego folwarku.…
— List! Mój list polecający! — krzyczał d'Artagnan. — Albo klnę się, że wszystkich nadzieję na szpadę jak jarząbki na rożen. Nieszczęściem jednak pewna okoliczność sprzeciwiała się spełnieniu tej groźby, bo w pierwszej walce jego szpada, jak mówiliśmy, została złamana na dwoje, o czym najzupełniej zapomniał.…
Gdy słońce w porze młodocianej roku Promiennym włosem po Wodniku brodzi A noc już dniowi nie narzuca zmroku; Jeśli ubieli ziemię zamróz ostry, Udając barwy swojej białej siostry, Lecz trwa niedługo i chłód swój łagodzi: Wieśniak, któremu braknie suchej paszy, Widząc wokoło bielące się błonie, Wraca do domu, załamuje dłonie, Jak nieszczęśliwy, co widmem się straszy; Potem wychodzi i pełen nadziei, Widząc weselszy……
Nikomu do głowy nie przyszło myśleć, kaj się psy podziały — zwyczajna przeciech rzecz. Dopiero po jakimś czasie Józka posłyszała gdziesik w podwórzu jakby głuche skamlenie, a nic tam nie nalazłszy, pobiegła w sad, myśląc, że to Witek się rozprawia z jakimś psem obcym. Zdziwiła się, nie dojrzawszy nikogo.…
Tajemnikowi, butów nagle pozbawionemu, markotno zrobiło się na duszy, jakby go kto niemiłosiernie osierocił lub wraz z butami urodę mu całą odebrał, której zresztą natura dać — nie dała. Chociaż, ściśle mówiąc, sam te buty ukradł, miał ci takie żałosne wrażenie, jakby mu je właśnie przed chwilą skradziono.
A w miarę jak się koło budy ścisk coraz większy czynił, banda owa cygańska nurkować między wozami zaczęła, ściągając tu kożuch, tam chustkę, ówdzie faskę masła, jaja lub kokoszę. Nikt wszakże nie uważał tego, stojąc z oczyma wlepionymi w budę, gdzie się pokazywać miały owe cuda; widział to tylko Podziomek.…
— ...a co najmniej niezaradny — odparowałem, jak umiałem. — Ale à propos niezaradności: miałem dla pani dwa piękne mydła z najśliczniejszą, jaka może być, nazwą „Warszawa" i... — i... ukradli jak zwykle? — I ukradli jak zwykle. Jak nie miałem nic, to spałem spokojnie. Teraz, żebym nie wiedzieć jak owiązał paczki sznurkami i drutem, zawsze rozwiążą. Parę dni temu zorganizowali mi butelkę miodu, a teraz znów to mydło.…
…Ponieśli na przemiany na plecach swoją walizkę i trafili do miasta. Dotarli do dworca kolejowego i tu oddali na przechowanie kufereczek zawierający cały ich majątek, wszelkie papiery i ubogie skarby w lekarstwach, watach i flanelach. Po opłaceniu należności za przechowanie wydano im z charkowskiego deposito kwit z pieczęcią czerwoną, wielkości uczciwego spodka.…
Tymczasem straszny żywioł obejmował coraz nowe dzielnice. Nie można było wątpić, że jakieś zbrodnicze ręce podpalają miasto, gdy coraz nowe pożary wybuchały w miejscach od głównego ogniska odległych. Ze wzgórz, na których Rzym był zbudowany, płomienie spływały na kształt fal morskich na doliny, szczelnie zabudowane domami liczącymi po pięć i sześć pięter, pełne bud, kramów, drewnianych ruchomych amfiteatrów……
Książę przystąpił do ołtarza, przyklęknął, następnie otworzył skrzyneczkę. — Patrz pan — rzekł doń, wyjmując z niej wielką kokardę z błękitnej wstążki, iskrzącą się brylantami. — Patrz pan, oto są te nieocenione zapinki, z którymi, przysiągłem sobie, będę pochowany. Królowa dała mi je, królowa mi je odbiera; wola jej, jak boska, niech będzie spełniona we wszystkim.…
To Balcerkowa z córkami darła się wniebogłosy, że jej konia wyprowadzili złodzieje. W mig cała wieś się zleciała przed chałupę, a one, rozmamłane, opowiadały nieprzytomnie pośród płaczów i lamentów, jako Marysia poszła o świcie przysypać obroku — a tu drzwi wywarte, stajnia pusta i konia przy żłobie nie ma. — Ratuj, Jezu miłościwy! Ratujcie, ludzie, ratujcie!…
Alić pewnego razu opatruje się Słomiaczek, który dnia tego straż w podziemiu trzymał, że ziarna ubyło jakoś. „Ha, uleżało się może!" — myśli. I tak przeszła noc. Na drugą noc ziarna znów mniej jakby. „Ha! — myśli Modraczek, który tej nocy stróżował — Może uschło trochę!" Ale na trzecią noc ubyło ziarna tak dużo, że się Biedraczek, który tej nocy kolej miał, za głowę chwycił i hałasu okrutnego narobił.…
Koń chrapnął, osadził się na tylnych nogach, naparł ciałem do tyłu i platforma dźwignęła się po kocich łbach. Teraz koń pociągnął ku przodowi. Wóz, naładowany po wierzch jak krypa walizami, tłomokami, betami, meblami i brzęczącymi naczyniami z aluminium, chwiejąc się, wjechał po deskach na podwórze. Żandarm zgasił reflektor, poprawił na sobie pasy i miarowym krokiem oddalił się w stronę szkoły.…
— Ów Hiszpan miał służącego, który towarzyszył mu w podróży do Meksyku. Służący był moim ziomkiem, przystaliśmy więc od razu do siebie, zwłaszcza że nasze usposobienia zgadzały się najzupełniej. Nade wszystko lubiliśmy polować, on mi więc opowiadał, jak to w pampasach krajowcy polują na tygrysy i bawoły z pętlicami po prostu, które zarzucają na karki tych zwierząt.…
…Bo też kłóciły się, że niech Bóg broni! Wójtowa, cicha zazwyczaj i zgodliwa kobieta, jakby się dzisiaj wściekła — srożyła się coraz barzej, zaś Kozłowa z rozmysłu nieco przycichała i nie przepuszczając niczego, żgała ją powoluśku naśmiechliwymi słowami. — Jazgocz se, pani wójtowo, jazgocz. Pieski cię nie przeszczekają! — wołała. — A bo to pierwszy raz, a bo to drugi! Nie ma tygodnia, by mi co z chałupy nie zginęło!…
A król: — Dlaczego zabrałeś to ziarno? — Głodny byłem... nędzarz byłem... dzieci moje konały z głodu... — Ale głód nie daje prawa do cudzego mienia. Czy nie tak? — Tak, miłościwy królu! — odrzecze Wiechetek, drżąc cały. — Więc cóż masz na swoją obronę? — spytał król. — Nic... prócz głodu... Głód... straszny głód... — Ale nie mogłeś i przy największym głodzie zjeść tej miary zboża.…
Podbiegłem rowem. Za zakrętem na dnie rowu siedział skulony stary, ten od zabłoconych, a niegdyś eleganckich, trzewików, i jęczał, ściskając rękoma brzuch. Majster kucnął nad rowem, troskliwie, ale z daleka, zaglądając więźniowi w twarz. — Chory? — zapytał. W ręku trzymał spory pakuneczek, owinięty w gazetę. Na przeraźliwie bladej twarzy starego powstańca pojawiły się rzadkie krople potu. Oczy miał przymknięte.…
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.