motyw literacki
Kłótnia
68fragmentów
29lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Chłopi, Część druga - Zima 12 fragmentów
- Chłopi, Część pierwsza - Jesień 7 fragmentów
- Potop 7 fragmentów
- Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie 4 fragmenty
- Chłopi, Część trzecia - Wiosna 3 fragmenty
- Krzyżacy 3 fragmenty
- Lalka 3 fragmenty
- Nasza szkapa 3 fragmenty
- Chłopi, Część czwarta - Lato 2 fragmenty
- Iliada 2 fragmenty
- Quo vadis 2 fragmenty
- Romeo i Julia 2 fragmenty
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
A oto wygnańcy owi w szopie śniegowéj, w niebytności Szamana, kłócić się zaczęli pomiędzy sobą i podzielili się na trzy gromady; a każda z nich myślała o zbawieniu ojczyzny. Więc pierwsza na czele miała Grafa Skir, który utrzymywał stronę tych, co się przebiorą w kontusze i nazywać się będą szlachtą, jakby z Lachem na nowo przybyli do kraju pustego.…
Gdybym miał dzikie, tak chrapliwe rymy, Co by do ciemnej tej studni przystały, Na której stoją wszystkie inne skały, Wydałbym pełniej całą treść mej myśli; Lecz gdy tej władzy w sobie nie widzimy, Ważę się podnieść głos nie bez bojaźni. Nie jest to zamiar jak gra wyobraźni Wylęgły w głowie, co dno świata kreśli, Nie czyn języka, co ledwo szczebioce.…
…To znowuj Jewka, dojrzawszy Borynę wspartego o kraty, jęła dogadywać i wykrzykiwać na niego, że zeźlony odrzekł ostro: — Zamilknij, suko, bo ci gnatki porachuję, że rodzona nie pozna. A na to Jewka rozsrożona nuż pazury wyciągać i drzeć się do niego przez gęstwę ludzką, aż jej chustka spadła z głowy i dzieciak się rozkrzyczał, że nie wiada, na czym by się skończyło, gdy naraz Jacek się zerwał, otworzył drzwi i……
— Dajcie no spokój, Pietrowa! — wtrąciła się Hanka, miarkując już, na co się tutaj zanosi, ale wójtową ponosiło coraz barzej. — Choć raz muszę se dać folgę! Tylam się przez nią natruła, tylam przecierpiała, że swojej krzywdy nie daruję, pókim żywa! — A pyskuj! Pies cie ta przeszczeka!…
„Trza je naleźć i schować przezpiecznie, bo niechby ich dopadł, ukradnie", rozmyślała, wracając do stodoły. Ale naraz zawróciła z pół drogi. — Siedzisz w chałupie, stróżujesz, a obcych do komory puszczasz! — krzyknęła z góry na Jagnę, otwierając drzwi. — Michał nie obcy, ma takie prawo jak i wy! — wcale się nie ulękła jej krzyku. — Szczekasz kiej ten pies. Zmówiłaś się z nim, dobrze.…
…z drugiej strony domu, z mieszkania Stachów, rozbrzmiewały ostre głosy kłótni, wyrzekań i piski dziecińskie, i trzaskanie drzwiami. — Weronka swoim pacierzem dzień zaczyna! — szepnął urągliwie Antek okręcając nogi nagrzanymi przed kominem onuczkami. — Przyuczyła się trajkotać, to i trajkocze, chocia nie potrza, ale to nie bez złość, nie... — jąkał cicho stary. — A juści — dzieciska też tłucze nie bez złość?...…
Spił się, a nie chce spać, Muszę tak długo stać, Łajdaku, cicho leż! Czy go tam kole jeż? Syp mu na oczy mak. Zasnął, wpadnę jak zwierz. Jako na wróbla ptak. Duszę do piekła wlec, Wężami smagać, piec. Wara! Coś ty za kmotr? Belzebub. No, i cóż? Zwierzyny mi nie płosz. Ale gdy zaśnie łotr, Do mnie należy sen?…
— Kiedy nad Fenicją wisi nieszczęście!... — dokończył Rabsun. — Niechże ja się raz dowiem, jakie nieszczęście?... — przerwał Dagon. — Więc daj mówić Hiramowi, to się dowiesz — odparł gospodarz. — Niech gada... — Czy wasza dostojność wiesz, co się stało w zajeździe „Pod Okrętem", u brata naszego, Asarhadona?... — zaczął Hiram. — Nie mam braci pomiędzy szynkarzami!... — wtrącił szyderczo Dagon. — Milcz!...…
Pomimo tych rygorów niepodobieństwem było uchronić się od częstych szkód i kradzieży. Kwiaty, które nadawały się do sprzedaży na targu, i dojrzewające owoce stanowiły przynętę dla własnych podwórzowych i okolicznych urwisów. Ranki po takich wypadkach były ciężkie i burzliwe. Pani Cecylia krzyczała na Ignacego, że wysypia się przez całą noc zamiast chociaż czasami popilnować ogrodu.…
Gniew Achilla, bogini, głoś, obfity w szkody, Który ściągnął klęsk tyle na greckie narody, Mnóstwo dusz mężnych wcześnie wtrącił do Erebu, A na pastwę dał sępom i psom bez pogrzebu Walające się trupy rycerskie wśród pola: Tak Zeusa wielkiego spełniała się wola Odtąd, gdy się zjątrzyli sporem niebezpiecznym Agamemnon, król mężów, z Achillem walecznym.
Trzej zalotnicy dumnie i zawiadacko poglądali wzajem na siebie... — Teraz, gdy już wszystko wiadomo... — zaczął uroczyście Podlasiak. — A jużci, że wiadomo... — przerwał mu jednoręki. — Ciekawym tylko, co wiadomo — spytał kulawiec i splunął w stronę jednorękiego. — Dwaj pozostali powinni się usunąć... — ciągnął dalej Podlasiak.…
— Nie brat mój rozum twojej cnocie, bo ona może być psu siostra. — Nie szczeka moja cnota jako twój rozum; a kto za życia szczeka, ten snadnie może wyć po śmierci. — I pewnie! Twoja cnota nie będzie po śmierci wyła, jeno zgrzytała, chyba że za życia na usługach diabłu zęby straci. I poczęli się kłócić, gdyż Czech wartki miał język i na każde słowo Niemca dwa znajdował.
A teraz — trafem czy nie trafem — (Traf, zresztą, to reguła ziemska Rządząca życiem bez pardonu) Na dzwonek zjawi się przed Fafem Znajoma nasza — pani Bielska. Przeszło dwa lata jest w tym domu... Dostała się tu przez protekcję Pani dziedziczki Jałowieckiej, Kiedy kucharza wyrzucono Za pijaństwo. Fafcio jest gastronom, A Bielską, prócz kupieckiej weny I szczerozłotych serca zalet, Cechował kulinarny talent.…
Wracając obok maneżu Wokulski znowu usłyszał trzaśniecie batem, po którym czwarty pan znowu rozpoczął kłótnię z zastępcą dyrektora. — To jest niedelikatność, mój panie!... — krzyczał czwarty. — Odzienie mi popęka... — Wytrzyma — odparł flegmatycznie pan Szulc trzaskając batem w kierunku drugiego pana. Wokulski opuścił rajtszulę.
Ale wrzawa kłótni przyciągnęła kilku ludzi z pobliskich łanków; Jan także, który na ściernisko pieszo już wrócił, z gniewnie ściągniętymi brwiami biegł ku walczącym. Po cichym przed chwilą polu rozlegały się krzyki trwogi i oburzenia. — Pozabijają się! Wstyd! Obraza boska! Biją się jak chamy! Fabian, upamiętaj się! Ładyś, rzuć widły!…
— A ty sklepikarce po bułki latasz, żeby ci kadryla dała. — Nie latam! — odparł, zaczerwieniwszy się, Felek. — Latasz! — Nie latam! — Owszem, latasz! Sam widziałem, jakeś kadryla jadł... — Ja kadryla?... Jak Boga kocham, tak nie jadłem!... Tu uderzył się pięścią w piersi, aż echo jękło. — No to chuchnij!... Nastawił się Felek i chuchnął, aż para poszła. Z próby tej wyszedł z tryumfem.…
Ta przerwa rozmów trwała już minut ze cztery. Tymczasem, w końcu stoła, naprzód ciche szmery, A potem się zaczęły wpół głośne rozmowy; Mężczyźni rozsądzali swe dzisiejsze łowy. Asesora z Rejentem wzmogła się uparta Coraz głośniejsza kłótnia o kusego charta, Którego posiadaniem pan Rejent się szczycił I utrzymywał, że on zająca pochwycił; Asesor zaś dowodził na złość Rejentowi, Że ta chwała należy chartu Sokołowi.…
— Panie Snitko — ozwał się Zagłoba — com mówił, kiedym Mellechowicza obaczył? Czym waćpanu nie powiedział, że renegat i zdrajca oczyma tego człowieka patrzy? Ha! Dość mi na niego było spojrzeć! Wszystkich mógł oszukać, ale nie mnie! Powtórz waść moje słowa, panie Snitko, nic nie zmieniaj. Nie powiedziałżem, iż to jest zdrajca? Pan Snitko wsunął nogi pod ławę i skłonił głowę.…
Wszytkoć wadzi: być na nos biedna mucha padła, Miecesz głową i mniemasz, że cię do krwie zjadła; Od stołu żenie każesz, fukasz na pachołki, Wyciskałeś talerze, wyciskasz i stołki. Patrzaj, diable, że sie tu i gościom dostanie: Gniewaj sie, jako raczysz, jeno nie bij, panie, Bo ja w tym piwie twoim rozkoszy nie czuję; Zdrowie rad mam od ciebie, kufla nie przyjmuję.…
Byłem ciekawy, dlaczego monarcha, którego państwo jest niedostępne, utrzymuje wojska tak wiele i w tak doskonałej karności. Dowiedziałem się o tym i z rozmów, które w tej mierze miewałem, i z czytania książek historycznych. Przez wiele wieków naród ten cierpiał chorobę, jakiej ludzkość cała podlega, kiedy panowie i szlachta dobijają się mocy, lud wolności, a król samowładztwa.…
— Pan Kmicic nie na bitwę pojechał, jeno żołnierzy swawolników karać, co by się łatwo i waćpanom przytrafić mogło, gdybyście przeciw rozkazowi wystąpili. Zresztą prędzej by się tam tumult i siekanina przy was mogła zdarzyć. — Trudno nam z waćpanną deliberować. Prosim tylko o prochy i ludzi. — Ludzi i prochów nie dam, słyszysz mnie waćpan! — Czy ja dobrze słyszę? — rzekł Kokosiński. — Jak to waćpanna nie dasz?…
Znowu zamilkli. Znowu zaczęło się wzajemne okrążanie i mierzenie oczami. Wreszcie stanęli w pozycji bojowej. — Wynoś się stąd! — krzyknął Tomek. — Sam się wynoś! — Nie chce mi się! — Mnie też! Stali tak naprzeciw siebie, wysunąwszy po jednej nodze dla lepszej równowagi, i dysząc nienawiścią, z całej siły napierali na siebie. Żaden jednak nie mógł uzyskać przewagi.…
…Odźwierny nie śmiał zatrzymać Winicjusza, który wpadł do atrium jak burza i dowiedziawszy się, że gospodarza należy szukać w bibliotece, tym samym pędem wpadł do biblioteki i zastawszy Petroniusza piszącego, wyrwał mu trzcinę z ręki, złamał ją, cisnął na ziemię, następnie wpił palce w jego ramiona i zbliżając twarz do jego twarzy, począł pytać chrapliwym głosem: — Coś z nią uczynił? Gdzie ona jest?…
Podobnyś do owego burdy, co wchodząc do winiarni rzuca szpadę i mówi: „Daj Boże, abym cię nie potrzebował!", a po wypróżnieniu drugiego kubka dobywa jej na dobywacza korków bez najmniejszej w świecie potrzeby. Masz mię za takiego burdę? Mam cię za tak wielkiego zawadiakę, jakiemu chyba mało kto równy jest we Włoszech; bardziej zaiste skłonnego do breweryj niż do brewiarza. Cóż dalej?…
…Lubo w tej pracy najprędsza obrona Przeciw tym nudom, w które wieś obfita. do Klary z nieukontentowaniem Czy ty się nudzisz? Mnie się ciocia pyta? jak wprzódy Słabym się czuje, kto szuka obrony. O sobież tylko myśleć nam wypada? pozierając na Albina Tak, i o bliskich — to pięknie i hojnie. ze wzrastającym zapałem Bliski, niebliski może być znudzony. do Klary na stronie Klaro, daj pokój.…
— A! Do kaduka, moi panowie — rzekł kardynał — trzech ludzi niezdolnych do bitwy z powodu burdy karczemnej, nie próżnujecie, jak widzę. Ale z jakiego powodu powstała kłótnia? — Ci nędznicy byli pijani — odparł Atos — a widząc, że do oberży przybyła wieczorem kobieta, pragnęli wywalić drzwi i dostać się do niej. — Drzwi wywalić!... — powtórzył kardynał. — Czegóż od niej chcieli?…
Pan Fogg i jego partnerzy wrócili do gry. Żaden z nich nie uskarżał się na długość podróży. Z początku Fix wygrywał, jednak tego ranka szczęście sprzyjało dżentelmenowi. Atuty i honory wpadały mu do rąk. W chwili, gdy chciał zagrać w piki, jakiś głos zza ławki zaprotestował. — A ja bym wyszedł w karo! Pan Fogg, pani Aouda i Fix podnieśli głowy. Pułkownik Proctor stał przed nimi.…
Miało to i tę korzyść, że uczył się zarazem ich języków. Kanał Sueski nie dość było przekopać, trzeba go jeszcze i utrzymać, gdyż inaczej piaski z pustyń, leżących po obu jego brzegach, zasypałyby go w ciągu roku. Wielkie dzieło Lessepsa wymaga ciągłej pracy i czujności. Toteż do dziś dnia nad pogłębieniem jego łożyska pracują pod dozorem biegłych inżynierów potężne maszyny i tysiące robotników.…
Ja z nim w zgodzie? — Mocium panie, Wprzódy słońce w miejscu stanie! Wprzódy w morzu wyschnie woda, Nim tu u nas będzie zgoda!
— Wróciłem, matko... — mówił łagodnie i chciał ją w rękę pocałować. — Ale, suka ci była matką, nie ja! — warknęła wyrywając rękę ze złością. — Po coś tu przyszedł? Mówiłam ci już, że tutaj nic po tobie... — Do Jagusi przyszedłem, nie do was — hardo zawołał, bo go już złość brała. — Wara ci od Jagusi, słyszysz! Wara ci, żeby ją potem bez ciebie na ozorach obnosili po wsi, jak tę jaką ostatnią...…
— A wiesz, co rozpowiadają o tobie i Jasiu? — Nie ciekawam plotów! — odrzekła niechętnie, podnosząc zgorączkowane oczy. — Ciekawaś czy nie, a powinnaś wiedzieć, że przed ludźmi nic się nie uchowa! A kto cicho robi, o tym głośno mówią! A o tobie wygadują, że niech Bóg broni! Rozpowiedziała szeroko, czego się dowiedziała od proboszcza i organistów.…
…Bo też kłóciły się, że niech Bóg broni! Wójtowa, cicha zazwyczaj i zgodliwa kobieta, jakby się dzisiaj wściekła — srożyła się coraz barzej, zaś Kozłowa z rozmysłu nieco przycichała i nie przepuszczając niczego, żgała ją powoluśku naśmiechliwymi słowami. — Jazgocz se, pani wójtowo, jazgocz. Pieski cię nie przeszczekają! — wołała. — A bo to pierwszy raz, a bo to drugi! Nie ma tygodnia, by mi co z chałupy nie zginęło!…
— Kucusie! Kucu, kucu, ku-cu! — zaczęła gonić po śniegach kury, bo się rozłaziły i szukały miejsc na trześniach. Pozanosiła je na grzędy, a z powrotem wywarła gębę na Weronkę, bo jakże, tamta wystawiła do sieni cebratkę z pomyjami dla gadziny, a te zapowietrzone świntuchy rozlały na ziemię, że kałuża stanęła pod drzwiami. — ...To świń pilnuj, kiej się za gospodynię masz, dzieciom przykaż...…
Gniew Achilla, bogini, głoś, obfity w szkody, Który ściągnął klęsk tyle na greckie narody, Mnóstwo dusz mężnych wcześnie wtrącił do Erebu, A na pastwę dał sępom i psom bez pogrzebu Walające się trupy rycerskie wśród pola: Tak Zeusa wielkiego spełniała się wola Odtąd, gdy się zjątrzyli sporem niebezpiecznym Agamemnon, król mężów, z Achillem walecznym. Od kogóż tej niezgody pożar zapalony?…
— Zawsze on za was, panie, gotów zjeść i wypić — rzekł na to Czech — i taką przysługę najbardziej rad by oddać. Ale jeśli nas za wielka chmara wilków w przasnyskim boru opadnie, to im go rzucim na odprawę, bo na nic lepszego się nie przygodzi. — A wy patrzcie, by wam grzeszne słowo do wąsów nie przymarzło — odparł Sanderus — gdyż takowe sople tylko w piekielnym ogniu topnieją. — O wa!…
Wtem ktoś potrącił Wokulskiego. Był to baron Krzeszowski. Blady z gniewu zbliżył się do powozu i wyciągając rękę do panny Izabeli zawołał po francusku: — Cieszę się, kuzynko, że twoi wielbiciele triumfują... Przykro mi tylko, że na mój koszt... Witam panie! — dodał kłaniając się hrabinie i prezesowej. Twarz hrabiny powlokła się chmurą; pan Łęcki był zakłopotany, panna Izabela zbladła.…
Żelazko także nader rzadko zstępowało z wyżyn półki na poziom naszego codziennego życia. Matka prasowała nim tylko półkoszulki niedzielne ojca i swoje tiulowe czepki; reszta bielizny szła pod maglownicę. Raz nawet o to żelazko pogniewała się matka ze stróżką, która je od nas pożyczyć chciała. — Moja pani! — powiedziała jej matka bardzo stanowczym głosem. — Taki porządek to nie na pożyczki, nie na ludzkie ręce!...…
Inaczej bawiono się w drugim końcu stoła; Bo tam, wzmogłszy się nagle, stronnicy Sokoła Na partyję Kusego bez litości wsiedli. Spór był wielki, już potraw ostatnich nie jedli; Stojąc i pijąc obie kłóciły się strony, A najstraszniej pan Rejent był zacietrzewiony: Jak raz zaczął, bez przerwy rzecz swoją tokował, I gestami ją bardzo dobitnie malował.…
Wreszcie Kokosiński rzekł: — Cóż, mili barankowie? — A cóż? — Dobrze wam? — A tobie dobrze? — Ej, żeby nie Kmicic! Ej, żeby nie Kmicic! — rzekł Ranicki, zacierając konwulsyjnie ręce — pohulalibyśmy tu z panienką po naszemu!... — Idź, zadrzyj z Kmicicem! — zapiszczał Rekuć. — Stań mu! Ranickiego twarz, jak skóra rysia, cała była już pokryta piętnami. — I jemu stanę, i tobie, warchole, gdzie chcesz! — A to i dobrze!…
…Co za zła i nierówna droga! Oliwa wypaliła się w latarce i gdyby Kroto, który równie jest szlachetny, jak silny, chciał mnie wziąć na ręce i donieść aż do bramy, naprzód poznałby, czy łatwo uniesie dziewicę, po wtóre postąpiłby jak Eneasz, a w końcu zjednałby sobie wszystkich uczciwych bogów w takim stopniu, że o wynik przedsięwzięcia byłbym zupełnie spokojny.…
Jesteśmy w miejscu publicznym, panowie; Albo usuńcie się gdzie na ustronie, Albo też zimną krwią połóżcie tamę Tej kłótni. Wszystkich oczy w nas wlepione. Oczy są na to, ażeby patrzały; Niech robią swoje, a my róbmy swoje.
Cóż tam tak myślisz? O mężczyzn zagubie? Myślałam właśnie, co wyjawić lubię: Że, gdybym kiedy była przymuszoną, Mimo mej woli zostać czyją żoną, Świat biedniejszego nie miałby człowieka! Ej, do kaduka! I cóż to go czeka? Same zabawy, gry, uczty i bale. No, to nic złego, będziesz się bawiła; Owszem, wesołość ja sam zawsze chwalę. To nie chcę zabaw. I spokojność miła. Strwonię majątek. Jak mąż nim obdarzy.…
Stary pozostał w domu. A już od samego rana był dziwnie przykry, dziwnie zeźlony, że ino szukał okazji, na kogo by wywrzeć niepokój i złość, jakie go roztrzęsały; Witka sprał, bo pod krowy słomy nie przyrzucił i leżały do pół boków w gnoju, z Antkiem się pokłócił; Hankę wykrzyczał za chłopaka, któren wybałykował przed dom i utytłał się w błocie; nawet na Józkę powstał, że się długo guzdrała... a konie czekały na nią.
…Wynieście se sami, za dziewkę służył wama nie będę! — burknął hardo, rozpierając się na ławie jeszcze szerzej. — Słyszałeś?! Nie doprowadzaj me do złości przy świętej niedzieli... — Wyście też słyszeli, com rzekł: dajcie pieniędzy, a żywo! — Nie dam i żenić ci się nie przyzwolę! — buchnęła. — I przez waszego przyzwoleństwa się obędę! — Szymek, pomiarkuj się i ze mną nie zadzieraj!…
— Był ci i u nas Kuba, któren do boru z panami poszedł, ale ten pomarł! — rzucił Antek i podniósł się, bo już Mateusz wrzeszczał za ścianą: — Wychodźta, co to, do podwieczorku będzieta połedniowali! Antka porwała złość, że wybiegł i zawołał: — Nie drzyj się po próżnicy, słyszymy wszyscy. — Obżarł się mięsem, to krzykaniem ulgę sprawia kałdunowi — powiedział Bartek. — I...…
Tak to oni nieraz z sobą gwarzyli, dodając sobie wzajem otuchy i nadziei. Tymczasem jednak płynęły dni, tygodnie i miesiące. W jesieni zdarzyła się Maćkowi sprawa ze starym Wilkiem z Brzozowej. Był z dawna spór graniczny między Wilkami a opatem o leśne nowocie, które opat, trzymając zastawem Bogdaniec, wykarczowal i zagarnął.…
— Siadajże o tu, koło Kazi. A ty, proszę cię, pamiętaj o nim. — Pan Wokulski zasługuje na to — odparła wdówka. — Gdyby nie jego przytomność, pan Ochocki połamałby nam kości. — Cóż znowu?... — Nie umie powozić nawet parą koni, a rwie się do czwórki. Już wolałam go, kiedy sobie po całych dniach łapał ryby. — Boże! jakie szczęście, że nie ożenię się z tą kobietą — westchnął Ochocki, serdecznie witając Wokulskiego.…
Powynosiły się nareszcie Żydy, zaduchu w izbie narobiwszy; rondel, żelazko i moździerz stały rzędem przy matce na ławie. Patrzyła na mnie wzrokiem smutnym, zmęczonym, osłupiałym prawie. Ale gdy mróz coraz większy na noc brał, a Piotruś, zwyczajnie bąk niewytrzymały, piszczeć zaczął, że mu zimno, że głodny, kazała mi matka bieżyć do stróżki i zapytać, czy żelazka nie kupi.…
Pokazujemy 48 z 68 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.