motyw literacki
Handel
124fragmenty
32lektury
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Lalka 52 fragmenty
- Granica 6 fragmentów
- Nasza szkapa 6 fragmentów
- Stara baśń 6 fragmentów
- Ziemia obiecana 6 fragmentów
- Chłopi, Część pierwsza - Jesień 4 fragmenty
- Pożegnanie z Marią 4 fragmenty
- Przygody Hucka Finna 4 fragmenty
- Przygody Tomka Sawyera 4 fragmenty
- Przestrogi dla Polski 3 fragmenty
- Trzej muszkieterowie 3 fragmenty
- Bankructwo małego Dżeka 2 fragmenty
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
Mister Fulton nie był zadowolony, że Dżek chce zostać kupcem, jak urośnie. — Wolałbym, żeby był rolnikiem jak jego dziadek albo rzemieślnikiem jak ja. Bo kupiec właściwie nic nie robi. Ani sieje, ani buduje; zawsze to wygląda na korzystanie z cudzej pracy. — Zapominasz, mój kochany — mówiła matka Dżeka — że przecież moi rodzice mają sklep i też pracują uczciwie.…
…Panienka nie wiesz, jaka męka długa, Jak to nie można twarzy obmyć w zdroju, Jak to wstyd długo rumieńcem maluje, Gdy pan obejmie stan — i pocałuje!" „Dlaczegoż ty masz...? krzyknęła Aniela, A potem rzekła: Co? czy nie masz noża?…
— Ja dam strzelbę, dam proch, dam, co potrzeba... a Kuba, co ustrzeli, przyniesie do mnie! Za sarnę dam całego rubla... słyszy?... Całego rubla! Za proch Kuba zapłaci piętnaście kopiejek od sztuki, odtrącę... A za to, co się fuzja będzie psuć, to Kuba przyniesie ćwiartkę owsa... — Rubla za sarnę... a niby ja za proch piętnaście... całego rubla!... niby jak to?... Jankiel znowu wyliczał mu szczegółowo... — Owsa?...…
— Ostatnie słowo, trzydzieści i trzy! Nie, to nie! — powiedział flegmatycznie młodszy i oglądał się za swoim kijem, a starszy zapinał chałat. — Za telachną krowę!... A dyć bójcie się Boga, ludzie... krowa kiej obora, sama skóra warta z dziesięć rubli... za telachną krowę... oszukańce... Chrystobije... — jąkał stary oklepując krowę, jeno że nikto nie zważał na niego.…
— Cóż jej ojciec?... — To jakiś uczciwy człowiek i rozumny. Nazywa się Gedeon. Kiedy mu powiedziałem, że chcesz wziąć jego córkę, upadł na ziemię i zaczął wydzierać sobie włosy. Rozumie się, przeczekałem ten wylew ojcowskiej boleści, trochę zjadłem, wypiłem wina i — przystąpiliśmy nareszcie do układów. Zapłakany Gedeon najpierwej przysiągł, że woli widzieć córkę swoją trupem aniżeli czyjąkolwiek kochanką.…
Tymczasem zajęło go coś innego. Alkohol działał na niego rozmiękczająco i sentymentalnie. Nie miał tak mocnej głowy jak Czechliński. Patrzył znowu przez okno w stronę, gdzie za narożną cukiernią Chązowicza leżał w wylocie ulicy ukośny skrót placu Narodowego z długim budynkiem starej hali targowej pośrodku.…
Nie podnoś na mnie tej ręki! Boję się — — boję — — Sambyś się splamił, gdybyś mi wyciął policzek!... Wszak–ci nie siedzę przed królem Herodem i trzciny nie mam w dłoni ani purpury na barkach! Wszak–ci ja nie mam tych oczu, co spod przymkniętej powieki patrzą tak smutno i cicho w smutną i cichą głębinę tej naszej ludzkiej niedoli... Czekaj — nie jestem tchórzem — Czemu ten wicher tak wieje?…
Na dziedzińcu został handlarz starzyzny. Podniósł do góry wielki kołnierz kapoty, pod pachę wetknął dopiero co kupiony parasol i owinąwszy w kamizelkę ręce czerwone z zimna, mruczał: — Handel, panowie... handel!...
Kandyd przedstawił im Marcina i Kakambę. Ściskali się wszyscy, mówili wszyscy naraz. Galera pomykała, wpływali już do portu. Sprowadzono Żyda, Kandyd sprzedał mu za pięćdziesiąt tysięcy cekinów diament, który wart był sto tysięcy; Żyd zaklinał się na Abrahama, że nie może dać więcej.
— Mój Aladynie! Jeżeli chcesz żyć ze mną w przyjaźni, musisz sobie obrać jakikolwiek zawód. Należę do ludzi dobrych, ale jednocześnie surowych. Nie znoszę uporu i nieposłuszeństwa. Jeśli szlachetna sztuka krawiecka nie odpowiada twoim upodobaniom, zostań kupcem.…
Pan jakby lord płaci. Mam honor mu polecić siebie, moich braci... Jeden, jak ja, przedaje krzesła w parlamencie, Drugi, jak ja, przedaje groby w Westminsterze; Trzeci robi na przedaż herbowe pieczęcie, Na każdej ryje łokieć, szalki i dwie wieże, Podobne kształtem do wież dłużników więzienia.
Dla osób posilających się w tej co radca jadłodajni, dla jej właściciela, subiektów i chłopców przyczyny klęsk mających paść na S. Wokulskiego i jego sklep galanteryjny były tak jasne, jak gazowe płomyki oświetlające zakład.…
…Ale co się tyczy tegorocznych urodzajów — rozpoczął znowu Kirło — obiecujące są, bardzo obiecujące... — A tak — odparł Korczyński — nie wiem jak gdzie, bom od kilku miesięcy nie ruszył się z domu ani na krok, ale u mnie na polu wcale pięknie... Jeżeli zbiór i zwózka pójdą pomyślnie...…
Po ściągnięciu wszakże siennika okazało się, że desek w łóżku brakuje dwóch, a bok jeden ze wszystkim odłazi. Nie chciał tedy handel, którego mi ojciec zawołać kazał, o łóżku ani gadać, pieniądze, naliczone miedziakami, zgarnął w mieszek, związał i za chałat na piersi zasunął. Opuścił mu ojciec dziesiątkę, potem dwie, potem złotówkę całą, ale się Żydzisko uparło.…
— Tuhaj-beju! — rzekł. — Ile myślisz wziąć wykupna za tego jeńca? Tuhaj-bej popatrzył na Skrzetuskiego i rzekł: — Tyś mówił, że to znaczny człowiek, a ja wiem, że to poseł strasznego kniazia, a straszny kniaź kocha swoich. Bismillach! Jeden zapłaci i drugi zapłaci, razem... Tu Tuhaj-bej zamyślił się: — Dwa tysiące talerów. Chmielnicki na to: — Dam ci dwa tysiące talerów. Tatar milczał przez chwilę.…
…Z miasteczka, zawsze dość nędznego, została po inkursji chłopskiej jedna tylko karczma, którą odrestaurowano od czasu, jak częste przechody żołnierskie zysk poczęły obiecywać pewny. Basia i Ewka znalazły w niej przejezdnego kupca ormiańskiego, rodem z Mohilowa, któren wiózł safiany do Kamieńca.…
Ślimak zamyślił się i nagle uderzył ręką w stół. — Kumie sołtysie! — zawołał podniesionym głosem — sprzedajcie mi krowę. — Sprzedam! — odparł Grochowski i równie uderzył o stół ręką. — Dam wam... trzydzieści i jeden rubli... jak was kocham. Grochowski uścisnął go. — Dajcie, bracie, trzydzieści... trzydzieści — no i cztery ruble papierkami i rubla srebrnego za postronek. Do izby ostrożnie wsunęły się zmęczone dzieci.…
— Anglia, ojczyzna moja — odpowiedziałem — wydaje trzy razy więcej żywności, niżeli jej mieszkańcy mogą potrzebować; wyborne napoje robimy z soków niektórych owoców lub wyciągamy z niektórych zbóż, słowem, niczego nam nie brakuje co do przyrodzonych potrzeb.…
Koń chrapnął, osadził się na tylnych nogach, naparł ciałem do tyłu i platforma dźwignęła się po kocich łbach. Teraz koń pociągnął ku przodowi. Wóz, naładowany po wierzch jak krypa walizami, tłomokami, betami, meblami i brzęczącymi naczyniami z aluminium, chwiejąc się, wjechał po deskach na podwórze. Żandarm zgasił reflektor, poprawił na sobie pasy i miarowym krokiem oddalił się w stronę szkoły.…
Końcem końców praca z grzechu jest i tylko ją miłość odkupuje (co tu w myśli o sztuce jako uldze pracy wspomnieliśmy, a zaś uldze dlatego, że, nawet materialniej rzeczy biorąc, toć wynalazki, które człowieka wyręczają, także satelitami sztuk są, a przynajmniej źródła wynalazków bez wszelkiej wątpliwości).…
W dnie przedsabatowe zakradał się do długich „gościnnych dworów", gdzie sprzedawano koszerne zapasy jarzyny, warzywa, mięso i smakołyki. Miał tam widowisko pełne przedziwnego humoru, niestrzymanego śmiechu, a zarazem głęboko ponure. W tych miejscach panował chargot, wrzask, niemal huk, wywołany przez handel na modłę ściśle żydowską.…
Gwałcicielem praw narodów jest każdy ten książę, król, cesarz, zgoła jakikolwiek człowiek, jakikolwiek urzędnik, który waży się przymuszać bronią tego człowieka, tę wieś, to miasto, prowincją, naród, aby pod jego rządem zostawali, kiedy to miasto, prowincja, naród nie podoba sobie pod takim rządem, chce się przyłączyć do innego towarzystwa, albo obrać sobie inny rząd.…
…Przyrzekłem, że nie powiem, i nie powiem. Niech mi tam wymyślają od abolicjonistów, niech mną pogardzają za to, że nie doniosłem o zbiegłym Czarnym, wszystko mi jedno: słowa dotrzymam. Zresztą, nie myślę wracać do miasta. Opowiedzże mi wszystko, jak było. — Skoro nie powiesz, to słuchaj. Było tak...…
— Słuchaj, Bill, masz żółtą kartkę? — Tak. — Co chcesz za nią? — A co dasz? — Cukierek i haczyk do wędki. — Pokaż. Tomek pokazał. Towar był dobry i chłopcy dobili targu. Potem Tomek zamienił dwie białe szklane kulki na trzy czerwone kartki i inne drobiazgi za dwie niebieskie. Czatował na chłopców wchodzących do kościoła i przez kwadrans skupował w ten sposób kartki w różnych kolorach.
Lecz dalsza rozmowa urwała się, wniesiono ich bowiem na rojne ulice, na których przeszkadzał jej gwar ludzki. Przez Vicus Apollinis skręcili na Forum Romanum, gdzie w dnie pogodne przed zachodem słońca gromadziły się tłumy próżniaczej ludności, by przechadzać się wśród kolumn, opowiadać nowiny i słuchać ich, widzieć przenoszone lektyki ze znakomitymi ludźmi, a wreszcie zaglądać do sklepów złotniczych, do księgarni……
„Lepiej teraz niż przedtem”. „Dlaczego?” „Bo lepiej. To dowód oczywisty. Świat się coraz krzepi. Nabrał z laty rozumu, a im bardziej stary, Tym dzielniej zeszły, co go szpeciły, przywary”. „Ale dlaczego lepiej?” „Dlatego że byli Lepsze syny od ojców, co nas poprawili”. „Więc zmyślał ów Horacy?” „Zmyślał”. „Toć i wierzę”. „Człowiek przedtem był prosty i dziki jak zwierzę, Dziś jest istność rozumna, ale jak rozumna!…
Słabo oświetlone, ciemne i uroczyste ich wnętrza pachniały głębokim zapachem farb, laku, kadzidła, aromatem dalekich krajów i rzadkich materiałów. Mogłeś tam znaleźć ognie bengalskie, szkatułki czarodziejskie, marki krajów dawno zaginionych, chińskie odbijanki, indygo, kalafonium z Malabaru, jaja owadów egzotycznych, papug, tukanów, żywe salamandry i bazyliszki, korzeń Mandragory, norymberskie mechanizmy……
— Zdrów bywaj, Hengo. Cóżeście to znowu tak daleko w nasze lasy zawędrowali? — rzekł gospodarz. Rudy, powoli z konia zlazłszy i dawszy go chłopcu, który na swoim pozostał, zbliżał się z wolna do starego. — Ha! Po świecie się tak człek włóczy, ciekaw zobaczyć, jak tam gdzie ludzie żyją — począł mówić. — Przy tym też jakaś zamiana zrobi się może.…
— Zresztą myślałem, że pan, będąc mi dłużny za trzymiesięczne komorne, o które się nie upominałem... — Tak, tak, już mi pan wspomniałeś o tym i uznaję ten powód za dostateczny. — Co więcej, że jeżeli uczynisz mi zaszczyt pozostania dłużej w moim domu, nigdy na przyszłość ani słówka o tym nie pisnę. — Bardzo dobrze.…
Pan Rawlison miał również litościwą duszę i odczuwał położenie Fatmy, ale uderzyły go w jej słowach rozmaite rzeczy, które wydały mu się prostym kłamstwem. Mając prawie codzienne stosunki z komorą w Izmaili wiedział dobrze, że żadne nowe ładunki gumy ani kości słoniowej nie przechodziły w ostatnich czasach przez kanał. Handel tymi towarami ustał prawie zupełnie.…
Stare Miasto i wszystkie przylegające uliczki trzęsły się zwykłym niedzielnym ruchem. Na kwadratowym placu, obstawionym starymi, piętrowymi domami, nigdy nie odnawianymi, pełnym sklepów, szynków i tak zwanych Bier-Hall, zastawionym setkami szkaradnych bud i kramów, tłoczyło się kilkanaście tysięcy ludzi, setki wozów i koni, wszystko to krzyczało, mówiło, klęło, biło się czasami.…
Nuż zasię pojazdy nasze, koń za pięć set złotych, rząd za drugie. Nuż owy alzbanty, nuż owy kutasy, nuż owy dziwne muchry, strzępki, aż dziwno patrzyć na ty straszne wymysły świata tego. Bo acz ci nam Bóg ziemię na to dał, abychmy tego używali, co się na niej i w niej rodzi, ale bez wymysłów dziwnych a bez płaczu ludzkiego. Bo cokolwiek słusznej pomiary wykroczy, to już wszytko grzech a ohyda być musi.…
Tu na stoliku rozłożył grzebienie mister Fay. Niby nic ciekawego; ale Amerykanie ze wszystkiego potrafią zrobić ciekawe, żeby zachęcić. Więc nad stolikiem na płótnie — taki niby szyld — wymalowany jest pociąg, który się wykoleił. Na szynach leży grzebień mister Faya, nie łamiący się, nie kruszący się, mocniejszy od stali. No i lokomotywa się wykoleiła — jest katastrofa, a grzebień się nie złamał.…
A wszędy, na wozach, pod ścianami, wzdłuż rynsztoków, gdzie ino miejsca było, rozsiadły się kobiety sprzedające; która cebule we wiankach albo i we workach; która z płótnami swojej roboty i wełniakami; która z jajkami a serkami, a grzybami, a masłem w osełkach, poobwijanych w szmatki; inna znów zasię ziemniaki, to gąsków parę, to wypierzoną kurę, to len pięknie wyczesany albo i motki przędzy miała; a każda siedziała……
— Żyd?... Wasza dostojność z Żydami handluje?... A co na to powiedzą bogowie?... — Azariasz jest kupcem jak wy — odparł następca. Usłyszawszy to, Dagon oburącz schwycił się za głowę, zaczął pluć i jęczeć: — O Baal Tammuz!... o Baaleth!... o Astoreth!... Azariasz, syn Gabera, Żyd, ma być takim kupcem jak ja!... O nogi moje, po coście mnie tu przyniosły?... O serce, za co cierpisz taki ból i naigrawanie?...…
Ranek był piękny i słoneczny, wieże kościoła sięgały wysoko w białawy błękit. Dzień targowy rozpostarł się już po całym rynku malowniczym gwarem. Aż tutaj dochodził wiejski zapach zieleniny, koni i siana.
Nie podnoś na mnie tej ręki! Boję się — — boję — — Sambyś się splamił, gdybyś mi wyciął policzek!... Wszak–ci nie siedzę przed królem Herodem i trzciny nie mam w dłoni ani purpury na barkach! Wszak–ci ja nie mam tych oczu, co spod przymkniętej powieki patrzą tak smutno i cicho w smutną i cichą głębinę tej naszej ludzkiej niedoli... Czekaj — nie jestem tchórzem — Czemu ten wicher tak wieje?…
— Przepraszam, ale... Dlaczego pan radca nazywa Wokulskiego wariatem?... Może mogę służyć cygarkiem... Ja trochę znam Wokulskiego. Zawsze wydawał mi się człowiekiem skrytym i dumnym. W kupcu skrytość jest wielką zaletą, duma wadą.
W parę dni potem znowu przyszedł handel. Nikt go nie wołał, ale przyszedł tak, z grzeczności, jak mówił, dowiedzieć się, czy matka zdrowsza. Zaraz też zaczął chodzić po izbie, oglądać szafę, stołki. Ale ojciec pochmurny był czegoś i gadać wiele z nim nie chciał. Nazajutrz handel znowu przyszedł.…
— Wy, Ślimaku, oddajcie mi najprzód te pięćdziesiąt rubli, com w lecie przez was stracił, a potem... potem — wybudujecie na swoich gruntach chałupę i wynajmiecie ją mojemu szwagrowi. — Co on tam będzie robił? — On będzie trzymał konie i będzie dojeżdżał do kolei. — A ja co będę robił z moimi końmi? — Wy będziecie mieli grunt. Chłop podniósł się z ławy. — No, już mi nie dawajcie herbaty — rzekł.…
Paskarski sklepik był małą, zaciszną zatoką. Nad szklanką bimbru z buraków bratali się przy ladzie policjanci z chłopami i handlowali ludźmi ze szkoły. Nocą policjanci wysadzali przez okno szkoły towar, który albo natychmiast znikał w zakamarkach ulicy, albo, kalecząc się nieludzko, przełaził przez druty kolczaste na plac naszej firmy budowlanej, gdzie wałęsał się aż do rana, gdyż kantor był oczywiście zamknięty.…
Prusaków Fryderyk I sztukami na łokcie przedawał. Dzisiaj Familia Brandeburska na swoją służbę tychże Prusaków mierzy i wybiera.
— I cóż? Bogaty jesteś? — Nie, ale byłem już raz bogaty i znów nim będę. Miałem raz czternaście dolarów, ale na spekulacji wszystko straciłem. — Na jakiej spekulacji? — Na handlu. — Ale na jakim? Czym handlowałeś? — Towarem. Żywym towarem: bydłem. Dziesięć dolarów włożyłem w krowę, która mi zdechła. — I straciłeś dziesięć dolarów. — Nie całe dziesięć, bo wziąłem dolara i dziesięć centów za skórę.
Tomek pokazał. Towar był dobry i chłopcy dobili targu. Potem Tomek zamienił dwie białe szklane kulki na trzy czerwone kartki i inne drobiazgi za dwie niebieskie. Czatował na chłopców wchodzących do kościoła i przez kwadrans skupował w ten sposób kartki w różnych kolorach. Wreszcie wkroczył do kościoła z gromadą schludnie wyglądających, ale wrzaskliwych chłopców i dziewcząt.…
„Lepiej teraz niż przedtem”. „Dlaczego?” „Bo lepiej. To dowód oczywisty. Świat się coraz krzepi. Nabrał z laty rozumu, a im bardziej stary, Tym dzielniej zeszły, co go szpeciły, przywary”. „Ale dlaczego lepiej?” „Dlatego że byli Lepsze syny od ojców, co nas poprawili”. „Więc zmyślał ów Horacy?” „Zmyślał”. „Toć i wierzę”. „Człowiek przedtem był prosty i dziki jak zwierzę, Dziś jest istność rozumna, ale jak rozumna!…
— Po co tu obcego, Niemca wiedziecie? — szepnęła wylękła. — Możnaż to wiedzieć, co on z sobą niesie? Jakie on uroki rzucić może? — Ten ci to sam, Hengo znad Łaby, co to naszyjniki przywoził i szpilki, i noże... Przecie się nam nic nie stało. Nie ma się go co obawiać, bo kto za zyskiem goni, temu czary nie w głowie. — Źle mówicie, stary mój — odparła Wiszowa.…
— Niestety!... — odezwała się. — Starałam się zrobić jak najlepiej... Jeden z naszych klientów jest handlarzem koni. Zadłużył się on bardzo w kancelarii męża i nie chciał w żaden sposób zapłacić. Wzięłam w długu konia i muła. Przyrzekł mi niegodziwiec dostarczyć wierzchowce królewskie... — Otóż, moja pani — rzekł Portos — jeżeli był winien więcej niż pięć talarów, to ten twój handlarz oszukał cię diabelnie.…
— Róża, ja ci mówiłem, że Borowiecki jest człowiek Bucholca, a ja Bucholcowi i wszystkiemu, co jest jego, życzę wszystkich nieszczęść. Niech on zbankrutuje i pójdzie służyć. Ja przez tego złodzieja, przez tego Szwaba, co on do Polski psami przyjechał i na nas zrobił pieniądze, niech on zmarnieje do dziesiątego pokolenia, ja przez niego chory jestem ciągle, mnie serce boli, on mnie ciągle okrada.…
Pokazujemy 48 z 124 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.