motyw literacki
Mieszczanin
64fragmenty
17lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Lalka 23 fragmenty
- Moralność pani Dulskiej 9 fragmentów
- Wesele 9 fragmentów
- Potop 4 fragmenty
- Cierpienia młodego Wertera 3 fragmenty
- Przedwiośnie 3 fragmenty
- Ogniem i mieczem 2 fragmenty
- Satyry 2 fragmenty
- Bajki i przypowieści 1 fragment
- Doktor Piotr 1 fragment
- Kamizelka 1 fragment
- Kordian 1 fragment
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
Atłas w sklepie z kitaju żartował do woli; Kupił atłas pan sędzic, kitaj pan podstoli. A że trzeba pieniędzy dać było kupcowi, Kłaniał się bardzo nisko atłas kitajowi. Gdy przyszło dług zapłacić, a dłużnik się wzbraniał, Co rok się potem kitaj atłasowi kłaniał.
— Nie wiadomo — mówił — kto zasadził ten stary orzech. Powiadają, że ten, to znów inny pastor. Ale owo młodsze drzewo ma tyle lat, co moja żona, a więc w październiku skończy lat pięćdziesiąt. Ojciec jej zasadził je rankiem tegoż dnia, w którym wieczorem przyszła na świat. Był moim poprzednikiem na stanowisku proboszcza, a trudno wysłowić, jak bardzo miłował ten orzech. Ja go również bardzo kocham.…
Pan Teodor urodził się w mieście Warszawie, bodajże na Krochmalnej ulicy, gdzie ojciec jego skromny, ubogi, ale chędogi szynczek narożny utrzymywał. W latach pacholęcych bawił się mały Teoś wraz z czeredą młodszego i starszego rodzeństwa, że tak powiem, w rynsztoku, wybijał szyby sąsiadom starozakonnym i byłby był pozostał na zawsze w stanie barbarzyństwa, gdyby nie jedna szczęśliwa okoliczność.
Co niedzielę około południa wychodzili na spacer trzymając się pod ręce i wracali do domu późno wieczór. Obiad zapewne jedli w mieście. Raz spotkałem ich przy bramie oddzielającej Ogród Botaniczny od Łazienek. Kupili sobie dwa kufle doskonałej wody i dwa duże pierniki, mając przy tym spokojne fizjognomie mieszczan, którzy zwykli jadać przy herbacie gorącą szynkę z chrzanem.
Plac przed zamkiem królewskim w Warszawie, okna dokolnych domów przystrojone kobiercami, pełne widzów. — Wielkie rusztowanie, czerwonym suknem nakryte, zalega większą część placu — na nim siedzą rzędami przystrojone kobiety... Najbliżej widza kolumna Zygmunta, na podstawie lud zasiadł... Ludzie różnego stanu stoją dokoła i patrząc na zamek rozmawiają No! patrzaj, panie kumie, co przed zamkiem stoi...…
Jeszcze ciekawiej jednak słuchali mieszczanie. W owych czasach nienawiść, jaka dzieliła za czasów Łokietkowych miasto od rycerskiego ziemiaństwa, znacznie już była przygasła, mieszczaństwo zaś nosiło głowy górniej niż w wiekach późniejszych. Jeszcze ceniono ich gotowość ad concessionem pecuniarum; dlatego też nieraz zdarzało się widzieć w gospodach kupców pijących za pan brat ze szlachtą.…
W renomowanej jadłodajni, gdzie na wieczorną przekąskę zbierali się właściciele składów bielizny i składów win, fabrykanci powozów i kapeluszy, poważni ojcowie rodzin, utrzymujący się z własnych funduszów, i posiadacze kamienic bez zajęcia, równie dużo mówiono o uzbrojeniach Anglii, jak o firmie J. Mincel i S. Wokulski.
Uczucia nasze nie mogą drzemać, muszą mieć jakiś wyraz w czynach. Budzi się we mnie głęboka awersja do tego, co na mieszczańskich piętrach uważane jest za moralność. Stempel obłudy wyciśnięty przez matadorów starczy tam za wszystko. Każda z jednostek zadrżałaby na samą myśl, że może być źle odstemplowaną.…
Scena przedstawia salon w burżuazyjnym domu. — Dywany — meble solidne — na ścianach w złoconych ramach premia i Bóg wie jakie obrazy. — Rogi obfitości — sztuczne palmy — landszaft haftowany za szkłem. — Pomiędzy tym stara, piękna serwantka mahoniowa i empirowy ekranik. — Lampa z abażurem z bibuły — stoliki, a na nich fotografie.
Nazajutrz w południe zabieraliśmy się właśnie do przedstawienia, i już się Felek na szkapę gramolił, gdy nagle ojciec do stajenki wszedł, a za nim pan Łukasz Smolik, chrzestny Piotrusia naszego, dorożkarz z Pragi. Zaraz mnie coś tknęło, więc szturchnąłem Felka, i obaj stanęliśmy, jak trusie.…
Mnie jednego przynajmniej weź z sobą — to pan, to arystokrata, to kłamca. — wskazuje mu ręką, by został Stara szlachta słowa dotrzymuje czasem. Komnata podłużna — obrazy dam i rycerzy porozwieszane po ścianach — w głębi filar z tarczą herbowną — Mąż siedzi przy stoliku marmurowym, na którym lampa, para pistoletów, pałasz i zegar — naprzeciwko drugi stolik, srebrne konwie i puchary.…
— Człowieku! Hej, człowieku, znaszże ty grafa jakiego w tej tu okolicy? — Grafa? — powtórzył Skrobek, drapiąc się za ucho. — Nijakiego grafa tu nie ma! Pomilczał chwilę, a po chwili przypomniawszy sobie, dodał: — Jest ci hajno na górce stara taka rudera, komin ano tylko i kawał muru, co powiadają, że tam dawnymi czasy grafy siedziały; ale teraz pustka to i mieszczany tylko tam czasem po cegłę jeżdżą, jak któremu……
Tak mówiono w Warszawie i w kołach regimentarskich, szczególnie u księcia Dominika, z którym emulacja Jeremiego niemałe już szkody Rzeczypospolitej przyniosła — a ów Mariusz siedział tymczasem w Zbarażu, chmurny, niezbadany. Świeże zwycięstwa nie rozpromieniły mu twarzy.…
O mieszczanach tylko słyszał Kmicic, iż dawnych czasów, pogrążonej ojczyzny i dobrego króla żałują. Szwedzi prześladowali ich srodze, zabierali domy, wyciskali kontrybucje, więzili. Mówiono też, że cechy miały broń ukrytą, zwłaszcza płatnerze, rzeźnicy, kuśnierze i potężny cech szewiecki, że wyglądają ciągle powrotu Jana Kazimierza, nadziei nie tracą i przy lada pomocy z zewnątrz, gotowi by byli na Szwedów uderzyć.…
A gdy wyszedł nareszcie ostatni z ostatnich i sami jeno marynarze zostawali na pokładzie, musiała sama siebie przemocą chwytać za ramiona, ażeby nie runąć na głazy portu, nie wyć i nie rwać włosów. Lecz przecie dorosły syn stał przy niej. On także patrzał w przybyszów. On także przewiercał tłuszczę oczyma i zatapiał wzrok w ciżbę na mostku, skoro tylko wywalać się zaczęła z wnętrza okrętu. I on czekał.…
Łatwiej nie łgać poetom, ministrom nie zwodzić, Łatwiej głupiego przeprzeć, wodę z ogniem zgodzić Niż zrachować filuty: ciżba, wojsko spore. Skąd zacząć? Spośród tłumu na hazard wybiorę. Wojciech jadem zaprawny, co go wewnątrz mieści, Zdradnie wita, pozdrawia, całuje i pieści, W oczy ściska, w bok patrzy, a gdy łudzi wdzięcznie, Cieszy się wewnątrz zdrajca, że oszukał zręcznie.…
Cóz tam, panie, w polityce? Chińcyki trzymają się mocno!? A, mój miły gospodarzu, mam przez cały dzień dosyć Chińczyków. Pan polityk! Otóż właśnie polityków mam dość, po uszy, dzień cały. Kiedy to ciekawe sprawy. A to czytaj, kto ciekawy; wiecie choć, gdzie Chiny leżą? No, daleko, kajsi gdzieś daleko; a panowie to nijak nie wiedzą, że chłop chłopskim rozumem trafi, choćby było i daleko.…
Najbardziej drażnią mnie fatalne zapatrywania na mieszczaństwo i różnice stanowe. Zdaję sobie równie dobrze, jak każdy inny, sprawę z tego, że różnice, dzielące poszczególne stany są potrzebne, oraz ile mnie samemu przysparzają korzyści. Ale niechże nie stają mi na drodze tam właśnie, gdzie mogę zażyć jeszcze bodaj trochę radości, bodaj odrobiny szczęścia na świecie.…
Pan Deklewski, fabrykant powozów, który majątek i stanowisko zawdzięczał wytrwałej pracy w jednym fachu, tudzież radca Węgrowicz, który od dwudziestu lat był członkiem-opiekunem jednego i tego samego Towarzystwa Dobroczynności, znali S. Wokulskiego najdawniej i najgłośniej przepowiadali mu ruinę.…
Jak palisz? jak palisz? skaranie Boże z tym tłomokiem. Do krów, do krów, nie do pańskich pieców. Czego niszczysz tyle smolaków! Czekaj, ustąp się, ty do niczego — ja ci pokażę. przykuca sama i pali w piecu Ruszaj zbudzić panienki, a jak nie zechcą wstać, to pościągaj kołdry. Hanka idzie do pokoju dziewcząt, Dulska pali w piecu i dmucha, jaskrawy płomień oświetla jej twarz tłustą i nalaną — wraca Hanka. Cóż panny?…
…nie tylko dotrzymywał kompanii oficerom i szlachcie, ale nie wstydził się nawet chodzić i między łyczków na chrzciny, wesela, chwaląc sobie szczególnie ich miody, którymi słynął Zbaraż. Wołodyjowski strofował go o to, mówiąc, że nie przystoi szlachcicowi poufalić się z ludźmi niskiej kondycji, gdyż od tego szacunek dla całego stanu się zmniejsza, ale Zagłoba odpowiadał, że prawa to temu winny, które pozwalają……
Od bramy fortecznej chłopi i szlachta, mieszczanie z różnych okolic, ludzie wszelkiego wieku, obojej płci i wszystkich stanów, czołgali się ku kościołowi na kolanach, śpiewając pieśni pobożne. Płynęła ta rzeka bardzo wolno i bieg jej zatrzymywał się co chwila, gdy ciała zbiły się zbyt ciasno. Chorągwie wiały nad nią na kształt tęczy.…
— Et, to bogaty nuworysz. Ma ci śliczny majątek, Suchołustek, nadto para się przemysłem, handluje. Bogacz. Spryciarz pierwszej klasy. Nie mogą się tak zaraz pobrać, jakby on pragnął, bo matka Kościenieckiego mieszka w Leńcu. Interesa są powikłane. Kościeniecki z pierwszą swoją żoną miał dwoje dzieci. Te dzieci mają pretensje i prawo do części majątku. Ona sama nie może spłacić ani matki, ani tamtych dzieci.…
„A to co za jegomość?” „Jegomość dobrodziej. On nie tak, jak to drudzy, i gada, i chodzi”. „Jakże mówi? jak stąpa?” „Oto jak człek wielki. Skoro wyszedł z opieki jejmość rodzicielki, Zaraz znać było, jaki człowiek z niego będzie.…
Tamci tańczą, my stoimy; chcemy tańczyć także i my. Może który z panów zechce? Z nikim z panów tańczyć nie chcę. Potańcujcie trochę same. My byśmy chciały z drużbami, z tymi, co pawimi piórami zamiatają pułap izby. Poszłybyście tam do ciżby? To tak miło, miło w ścisku. Oni się tam gniotą, tłoczą i ni stąd, ni zowąd naraz trzask, prask, biją się po pysku; to nie dla was. My wrócimy zaraz. Cóżeś ty dziś tak wesoła?…
Hrabia C... lubi mnie i wyróżnia, wiesz to dobrze, bom ci donosił o tym sto razy. Znalazłem się u niego wczoraj na obiedzie, a był, to właśnie dzień, w którym schodzą się doń wieczorem wszyscy utytułowani panowie i dystyngowane damy. Nie myślałem o nich wcale i nie przyszło mi na myśl, że dla podwładnego urzędnika nie ma miejsca w ich towarzystwie.…
Dla osób posilających się w tej co radca jadłodajni, dla jej właściciela, subiektów i chłopców przyczyny klęsk mających paść na S. Wokulskiego i jego sklep galanteryjny były tak jasne, jak gazowe płomyki oświetlające zakład.…
obrażona wstaje Uczciwości mnie pani nie nauczy! Ja wiem co uczciwość. Pochodzę z zacnej, zasiedziałej rodziny i ja publiki nie wywołuję.
Dzień był mroźny, jasny, drobniuchne źdźbła śniegu latały po powietrzu, błyszcząc na kształt iskier. Piechota łanowa lwowska i powiatu żydaczowskiego, w półszubkach błękitnych, bramowanych złotem, i pół regimentu węgierskiego wyciągnęły się w długi szereg przed katedrą, trzymając muszkiety przy nogach; przed nimi na kształt pasterzy przechodzili wzdłuż i w poprzek oficerowie z trzcinami w ręku.…
Wychodząc na wykłady i do prosektorium, wracając z lekcji czy z miasta, Baryka musiał przemierzać dzielnicę zamieszkaną przez Żydów. Byli oni co prawda rozproszeni we wszystkich okolicach Warszawy, lecz w tej osiedli jako masa jednolita, tworząc zamknięty organizm o kilkuset tysiącach jednostek.…
Cóż ta, gosposiu, na roli? Czyście sobie już posiali? Tym ta casem sie nie siwo. A mieliście dobre żniwo — ? Dzięka Bogu, tak ta bywo. Jak złe żniwo, to was boli, żeście się napracowali — ? Zawszeć sie co przecie zgarnie. Dobrze sobie wyglądacie. I pani ta tyz nie marnie. Jeszcze się widzicie młoda. Jak po Marcinie jagoda. Może jeszcze się wydacie — ? A cóz sie ta tak pytacie?!
— Przepraszam, ale... Dlaczego pan radca nazywa Wokulskiego wariatem?... Może mogę służyć cygarkiem... Ja trochę znam Wokulskiego. Zawsze wydawał mi się człowiekiem skrytym i dumnym. W kupcu skrytość jest wielką zaletą, duma wadą.
Czego ty po tych knajpach się włóczysz? A gdzież się będę włóczył? Gdzieś muszę. Ja na twoim miejscu starałabym się o jaką znajomość... solidną... no... Tyle mężatek co — Boże. Dziękuję. Mam dosyć kołtunerii w domu i w... samym sobie. Dlaczegóż jesteś... kołtunem? Bom się urodził po kołtuńsku, aniele!…
…Mimo największych trudności co dzień przekradali się do obozu królewskiego mieszczanie, donosząc, co się w mieście dzieje, i na kolanach żebrząc o przyśpieszenie szturmu. Szwedzi bowiem mieli jeszcze dosyć żywności, ale lud umierał z głodu po ulicach, żył w nędzy, w ucisku, pod straszliwą ręką załogi.…
Ksiądz dobrodziej łaskaw bardzo. Proszę nas nie zapominać. Są i tacy, co mną gardzą, żem jest ze wsi, bom jest z chłopa. Patrzą koso — zbędą prędko, a tu mi na sercu lentko. Sami swoi, polska szopa, i ja z chłopa, i wy z chłopa. Ksiądz dobrodziej już niebawem będzie nosić pelerynkę — ? Może i należy mi się; lecz pewnego nic nie wi się. Inni także robią ślinkę!…
— Otóż Wokulski był wtedy u Hopfera subiektem i miał już ze dwadzieścia parę lat. — W handlu win i delikatesów? — Tak. I jak dziś Józio, tak on wówczas podawał mi piwo, zrazy nelsońskie... — I z tej branży przerzucił się do galanterii? — wtrącił ajent. — Zaczekaj pan — przerwał radca. — Przerzucił się, ale nie do galanterii, tylko do Szkoły Przygotowawczej, a potem do Szkoły Głównej, rozumie pan?...…
…Czy ciocia w tym roku podwyższa? Spodziewam się. Muszę. Wszyscy podwyższają. Pokażę ci szpejscettel. No... no... wydobywa z szufladki papier, opiera się o stół — obie z zajęciem pochylają się nad papierem Suteryny całe w rumel o dwadzieścia... do sieni wstawię magle... Ciasno. Zęby sobie powybijają. To mi wszystko jedno. Ja tamtędy nigdy nie chodzę. Oba partery po pięć — pierwsze piętro, kokocica, o dziesięć...…
Kochasz ty mnie? Moze, moze — cięgiem ino godos o tem. Bo mi serce wali młotem, bo mi w głowie huczy, szumi... moja Jaguś, toś ty moja?! Twoja, jak trza, juści twoja; bo cóż cie ta znów tak dumi? Cięgiem ino godos o tem.…
Do sklepu wszedł drugi gość i zażądał kaloszy. Naprzeciw niego wysunął się Mraczewski. — Kaloszyków żąda szanowny pan? Który numerek, jeżeli wolno spytać? Ach, szanowny pan zapewne nie pamięta! Nie każdy ma czas myśleć o numerze swoich kaloszy, to należy do nas. Szanowny pan pozwoli, że przymierzymy?... Szanowny pan raczy zająć miejsce na taburecie. Paweł! przynieś ręcznik, zdejm panu kalosze i wytrzyj obuwie...…
A chce mama wiedzieć co zrobię? chce mama wiedzieć? Ja się z Hanką ożenię! Jezus, Maria! Szlak mnie trafi. Mamo! przebacz im! błogosław! Odczep się! Zbyszko wciąga Hankę. Hanka! rzuć te łachy! zostaniesz tutaj na zawsze. Kiedy mi pani wypowiedziała. Zostaniesz! Ja się z tobą żenię. Rany boskie! Ja nie pozwolę. To się na nic nie zda. Zbyszko! upamiętaj się!... do Dulskiego, który wszedł i patrzy zdumiony Felicjan!…
A panny już bez pamięci, widzę, hulają. Do smaku. Jak mnie Czepiec chwycił wpół, jak zawinął i obleciał w kółko, tom w oczach zobaczyła gwiazdy, jakby jakieś napowietrzne jazdy, kręcące się zawrotem kół. Pot oblewa całe czółko; możesz się zaziębić wnet. A tak — teraz to sobie myślę: co insze złoto, a co insze miedź. Nie pleć, spocznij, cicho siedź. A myśl moja het, het, het...
Pokazujemy 41 z 64 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.