motyw literacki
Dźwięk
55fragmentów
27lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie 10 fragmentów
- Ziemia obiecana 6 fragmentów
- Napój cienisty 4 fragmenty
- Baśnie 3 fragmenty
- Katarynka 3 fragmenty
- Lord Jim 3 fragmenty
- Boska Komedia 2 fragmenty
- Konrad Wallenrod 2 fragmenty
- Trzej muszkieterowie 2 fragmenty
- Wesele 2 fragmenty
- Z wichrów i hal 2 fragmenty
- Bajki i przypowieści 1 fragment
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
Częstokroć samochwalcy przykrości doznają. Mówił dzwon: «Gdy ja wołam, wszyscy mnie słuchają», «Prawda — rzekł mu ktoś z boku — ale przydaj i to: Nigdy byś nie zadzwonił, gdyby cię nie bito».
W wielkim mieście, wśród gwaru i wrzawy ulicznej, w chwili, gdy słońce kryło się za domy i tylko niebo jaśniało jak złote pomiędzy kominami, słychać było czasem dźwięk szczególny, podobny do odgłosu dzwonu. Zdarzało się to rzadko i na krótką chwilę, gdyż turkot głuszył tajemnicze tony, a ludzie tak byli zajęci rozmaitymi sprawami, iż nie zawsze zwracali uwagę na wszystko, co dokoła nich brzmiało.…
Język, co wprzódy zranił mnie do tyla, Żem spłonął wstydem, wnet balsam żądany Podał i leczył jak włócznia Achilla, Co i raniła, i leczyła rany. I milcząc szliśmy od tej smutnej jamy, Brzegiem krążącej wokoło niej tamy; Tam nie noc, zmrok był pół nocny, pół dzienny, Widziałem tylko szary grunt kamienny, Lecz echo za mną dźwiękiem rogu grało, Dźwiękiem, co mógłby zagłuszyć trzask grzmotu.…
Dantès słyszał z głębi lochu dudnienia i zgrzytania — odgłosy przygotowań na przyjęcie inspektora; na górze tak hałaśliwe, na dole były słyszalne jedynie dla ucha więźnia nawykłego wśród ciszy nocnej do słuchania, jak pająk snuje swą sieć i jak jednostajnie kropla wody spada ze sklepienia, gdzie tworzy się przez godzinę.…
Przedzieraliśmy się z wolna przez zwisające zarośla, wśród wiru połamanych gałęzi i lecących liści. Strzelanina w dole ustała; przewidziałem, że tak będzie, kiedy się lufy opróżnią. Odrzuciłem głowę w tył przed błyszczącym świstem, co przeleciał przez domek, wpadłszy przez jeden otwór okienny i wypadłszy przez drugi.…
Raz matka zawołała służącą. — Nie ma Janowej — rzekła kaleka siedząc jak zwykle w kąciku. — Poszła po wodę. — A skąd wiesz o tym? — zapytała zdziwiona matka. — Skąd?... Przecież wiem, że brała konewkę z kuchni, potem poszła na drugie podwórze i napompowała wody. A teraz rozmawia ze stróżem.
Nawzajem dali sobie dłońmi znaki, których nikt dokładnie nie zrozumiał, lecz których niezbędność każdy głęboko odczuwał. Tak czy owak, wszyscy trzej przyczyniali się usilnie do obfitego wytwarzania grobowej wokół dębu ciszy, przerywanej jeno powiewem odbitego od trawy i dorzuconego do gałęzi wiatru, który się po liściach ze wzmożonym szumem a z osłabłym lotem rozpraszał.…
Pomimo mroku nocnego dojrzał Bachman po obu stronach drogi nieruchome posągi — kamienne dziwolągi. Byli to rycerze żywi, w martwy kamień zaklęci. Chcieli dotrzeć do szczytu Góry-Cmentarnicy, aby zdobyć trzy dziwy, trzy cuda — lecz nie dotarli: za siebie się obejrzeli — i w posągi skamienieli. Stał jeden obok drugiego, posąg obok posągu, dziwoląg obok dziwolągu.…
Skąd Litwini wracali? Z nocnej wracali wycieczki; Wieźli łupy bogate, w zamkach i cerkwiach zdobyte. Tłumy brańców niemieckich z powiązanymi rękami, Ze stryczkami na szyjach, biegą przy koniach zwycięzców; Poglądają ku Prusom i zalewają się łzami, Poglądają na Kowno — i polecają się Bogu.…
Słyszysz dzwonów jęk żałobny... Po całym mieście i na wszystkie strony?... z przerażeniem Słyszę — dzwony —
Siedzieli w kuchni, urzeczeni Potęgą jej. Zdumionym wzrokiem Anielka wodzi po wysokiej, Szerokiej, z ogromniastym piecem; A szafy wyższe niż w aptece, Pod sufit sam. A w nich dopiero Jakie serwisy! Sześciokrotne, Dwunasto i dwudziestocztero. Na ścianach — dziwy niewidziane: Aluminiowe i miedziane Patelnie lśniącym rzędem wiszą I przypatrują się przybyszom...…
A gdy Bogu duszę dał, Tu się wielki dziw zstał: Samy zwony zwoniły, Wsztki, co w Rzymie były.
Co się stało? Maszyna sapnęła ciężko. Czy ziemia została wstrzymana w swym biegu? Nie mogli zrozumieć; i nagle to spokojne morze, to niepokalanie czyste niebo wydało się strasznie niepewne w swej nieruchomości, jak gdyby zwiastowało zbliżanie się ogólnego zniszczenia. Maszynista całym swym ciałem podskoczył w górę i opadł znów jak bezkształtna masa.…
…Wtem krzyk ogromny wszczął się z drugiej strony. Powszechnej bitwy gdy się nie spodziéwał, Spojrzał na swoich: wtem trąby i kotły Stłumiły odgłos i wrzawę przygniotły. Zdrętwieli wszyscy na takowe hasło, Już i mecenas z krzesła się był ruszył. Wtem, natężywszy figurę opasłą, Gdy o dyspucie nikt dobrze nie tuszył, Dwóch jubilatów tak okrutnie wrzasło, Że się dźwięk kotłów i trąbów zagłuszył.…
I wszyscy przez chwilę milczeli. Czuć było, że w zaduchu tego pokoju wszystkim zrobiło się duszno. Pani domu coraz bezwładniej chyliła się na swym szezlongu; Kirło usłużnie posuwał ku niej wyszyte na kanwie poduszki; Korczyński długi wąs swój na gruby palec nawijał; binokle Różyca błyskały w cieniu ciekawie i jakoś drwiąco. W tej chwili kędyś z dołu słyszeć się dały pluski wody i przeciągłe, basowe wołania.…
Grał w lesie Matysek na skrzypkach z jedliny — I wygrał, i wygrał — płacz zmarłej dziewczyny. O, płaczu bezbrzeżny, dlaczego tak płaczesz? Dlaczego w pnie drzewne, jak we drzwi, kołaczesz? Zapomnij o klęsce, a świat się odmieni, — I rosą spłyń w zieleń, i spocznij w zieleni!…
A wtem słońce stoczyło się wielką kulą aż na krawędź świata. — Piękny zachód! — rzekł król. — Piękny... piękny zachód! — zawołały wierne Krasnoludki. Naraz zaczęły dzwony bić... Daleko gdzieś, daleko, wysoko gdzieś, wysoko, nad borem, nad lasem, głos dzwonu płynął i obejmował pola i łąki, i drżały pod nim trawy zroszone, i zioła, a od nieba do ziemi, w wielkiej wieczornej ciszy rozbrzmiewał szeroko głos dzwonu...…
Tymczasem mgła i ciemność tak zgęstniały, że na ulicach zjawili się ludzie i biegali z pozapalanymi latarniami, ofiarując się iść przed końmi ciągnącymi powozy i prowadzić je po właściwej drodze. Starożytna wieża kościoła, z której gotyckiego okna ciekawie spoglądał wciąż na Scrooge'a stary rozbity dzwon, zniknęła i ów dzwon wybijał godziny oraz kwadranse wśród mgły z tak silnymi wibracjami, jak gdyby mu zęby……
Nad Soplicowem słońce weszło i już padło Na strzechy i przez szpary w stodołę się wkradło; I po ciemnozielonym, świeżym, wonnym sianie, Z którego młodzież sobie zrobiła posłanie, Rozpływały się złote, migające pręgi Z otworu czarnej strzechy jak z warkocza wstęgi; I słońce usta sennych promykiem poranka Drażni jak dziewczę kłosem budzące kochanka.…
Przy końcu obiadu przyszła mamka, trzymając na ręku roczne dziecię, które skoro mnie na stole zobaczyło, zaczęło krzyczeć tak głośno, że moim zdaniem można by je łatwo usłyszeć od Mostu Londyńskiego aż do Chelsea. Dziecko wzięło mnie za lalkę i chciało się mną bawić.…
Moja to dusza dzwoni imię moje, Jak srebrny dźwięk ma nocą głos kochanki! I jestże słodsza muzyka na świecie?
Spędziwszy burzliwie młodość, schronił się do klasztoru, aby przynajmniej jakiś czas pokutować za wybryki młodzieńczych lat. Lecz wchodząc w to święte miejsce, biedny pokutnik nie mógł tak szybko zatrzasnąć drzwi za sobą, aby namiętności, przed którymi zmykał, nie wdarły się tam razem z nim.…
A lwy, poczuwszy się wzajem, nie ustawały teraz ryczeć i straszliwy koncert trwał w ciemnościach ciągle, albowiem gdy jeden zwierz milknął, poczynał drugi. Staś nie mógł wkrótce rozpoznać, skąd dochodzą ich głosy, gdyż echo powtarzało je w wąwozie, skała odsyłała je skale, szły górą i dołem, napełniały las, dżunglę, nasycały całą ciemność grzmotem i trwogą.
…Waszmość rękę miej szczęśliwą: Daję Waści złoty róg. Złoty róg. Możesz nim powołać chór. Bratni zbór. Na jego rycerny głos spotężni się Duch, podejmie Los. Daję w twoje ręce róg.
Cicho pobrzmiewa po jeziornej toni Melodia świateł w przesłoniętą mgłami Dal, co nad wodą tak się wiewnie kłoni, Jakby całować ją chciała... Przed nami Niebo w promiennej z głębiną harmonii: Zlewa się, stapia, zestraja dźwiękami Barw swych i błysków tęczowej urody Z każdą kropelką, z każdym nurtem wody. Cicho płyniemy w marzeń dal — bez końca... Cicho płyniemy w zadumań ogrody...…
…— A cóż to, wiadomo, panie dobrodziejski, że Bucholc traktuje wszystkich jak psów. Psiakrew — zatkał gwałtownie usta. — Przepraszam, panie dobrodziejki, zapomniałem się, ale moje bydlę już na mnie ryczy — mówił spiesznie, całował wszystkie kobiety w ręce z pośpiechem, bo gruby, huczący świst przedzierał się przez szyby i wołał go do roboty.…
Drugi zasię będzie tak niedbały, że zaśpi a zapije wszytki czasy swoje, a nie tylko pamięć, ale i rozum czasem wytopi z siebie. A nie tylko aby na co cudzego pomnieć miał, ale i o swym własnym nic nie myśli, jedno tak sobie buja pustopas: póki żyta póty byta. A potym, gdy już nie masz nic, albo zdechnie, albo się na lutni grać uczy, a tak swego świata jako tako domitręży.…
Na koniec ludzie zaczęli rozmawiać o tajemniczym dźwięku, który nie był przecież złudzeniem, choć nie wiadomo, skąd pochodził, skoro go słyszało tylu. Bardzo wiele osób żartowało z tej historii, dowodząc, że nigdy, pomimo uwagi, nigdy nie słyszeli podobnego głosu ani o zachodzie, ani o wschodzie słońca.
Gdy światło, które oświeca świat cały, Schodząc z półkuli naszej, dzień przetrawia, Niebo, co przezeń świeciło w dzień biały, Nagle wieczorną poświatę roznieci Przez wiele świateł, w których jedno świeci; Taki stan nieba pamięć mi przedstawia, Gdy dziób swój godło zamknęło monarsze. Bo żywe światła miecąc blaski jarsze, Urocze pieśni znów śpiewać poczęły, Które z pamięci mej jak sen wionęły.…
Na strychu zaś, szczególniej w okienku, działo się całkiem inaczej. Tam hałasu było więcej niż w pokoju. Kaleka słyszała turkot wozów z kilku ulic: tu skupiały się krzyki z całego domu.
I w tejże chwili przebił wieży ściany Krzyk nagły, mocny, przeciągły, urwany... Z czyjej to piersi? Wy się domyślicie; A kto by słyszał, odgadnąłby snadnie, Że piersi, z których taki jęk wypadnie, Już nigdy więcej nie wydadzą głosu: W tym głosie całe ozwało się życie... Tak struny lutni od tęgiego ciosu Zabrzmią i pękną; zmieszanymi dźwięki Zdają się głosić początek piosenki: Ale jej końca nikt się nie spodziewa.
…Czy pan wie, jaka była moja pierwsza myśl, gdym ich słuchał? Doznałem ulgi, ucieszyłem się, dowiedziawszy się, że te krzyki... czy mówiłem panu, że słyszałem krzyki? Nie? Otóż słyszałem... krzyki o pomoc, straszne... okropne. Imaginacja, jak przypuszczam. A jednak, nie mogłem pojąć... tamci nie słyszeli. Pytałem się ich później. Wszyscy mówili... nic! Nic? A ja słyszałem, nawet wówczas.…
Grał w lesie Matysek na skrzypkach z jedliny — I wygrał, i wygrał — śmiech zmarłej dziewczyny, O, śmiechu niedobry, dlaczego się śmiejesz? Dlaczego tak żywcem po lesie szalejesz? Stłum grzeszną ochotę, zbarcz dźwięk swój — żałobą, I rozpłacz się w niwecz — i przestań być sobą!…
Hrabia i Telimena poglądali w górę; Tadeusz jedną ręką pokazał im chmurę, A drugą ścisnął z lekka rączkę Telimeny. Kilka już upłynęło minut cichej sceny; Hrabia rozłożył papier na swym kapeluszu I wydobył ołówek. Wtem przykry dla uszu Odezwał się dzwon dworski i zaraz śród lasu Cichego pełno było krzyku i hałasu. Hrabia, kiwnąwszy głową, rzekł poważnym tonem: «Tak to na świecie wszystko los zwykł kończyć dzwonem!...…
Istotnie, po upływie kilku chwil na wieży Saint-Cloud odwieczny dzwon wyrzucił ze swej ryczącej paszczy dziesięć powolnych uderzeń. Głos spiżu zabrzmiał grobowym jękiem, który się rozpłynął w ciemnościach nocy. Każde z tych uderzeń jednakże, tworząc godzinę tak upragnioną, cudowną harmonią dźwięczało w sercu młodzieńca.
…Ino nie zgub, bo róg złoty, bo go zseła Jasny Bóg. Wolę goreć w Piekle poty. Bez tego złotego dźwięku wniwecz pójdzie cały ruch.
Pomrok osłania skalne ławy, A od nich płynie do stóp ciszy Li jednostajny szmer siklawy. Czasem zaklęty las zadyszy, Albo wystrzelił krzyk pastuszy I zmilkł... I ona znów nie słyszy
Nie, nie czuł się tutaj dobrze; ten monotonny ciągły krzyk żelaza, zmuszonego do pracy, ten nadmiar sił, poruszających warsztaty, trzęsących ścianami, wyjących, jakby w męce gwałtu i oporu, rozdrażniał go.
Wtem zabrzmiał uroczyście dźwięk taki potężny i tak cudownie czysty, że kilkoro dzieci wyrzekło się spoczynku, ażeby iść dalej za tym głosem. Było ich niewiele; w sercach trojga lub czworga ten dźwięk dziwny i tajemniczy przemówił silniej, niż wszystkie pokusy.
Na strychu zaś, szczególniej w okienku, działo się całkiem inaczej. Tam hałasu było więcej niż w pokoju. Kaleka słyszała turkot wozów z kilku ulic: tu skupiały się krzyki z całego domu. Twarz jej owiewał ciepły wiatr. Słyszała świergot ptaków, szczekanie psów i szelest drzew w sąsiednim ogrodzie.
Nagły, donośny grzmot zmusił mnie do podniesienia głowy. Dźwięk oddalał się, a przenikliwe, oślepiające światło padło na ziemię. Olśniewające błyski ukazywały się raz po raz, a grzmot potężniał znów z każdą sekundą, gdy patrzyłem na tę ciemną sylwetkę, stojącą nad brzegiem rozbłyskującego morza.…
Brzęk muchy w pustym dzbanie, co stoi na półce
Dzwon wciąż dzwonił i echem z głębi cichych lasów Odezwało się tysiąc krzyków i hałasów. Odgłos to był szukania i nawoływania, Hasło zakończonego na dziś grzybobrania; Odgłos nie smutny wcale ani pogrzebowy, Jak się Hrabiemu zdało: owszem, obiadowy. Dzwon ten, w każde południe krzyczący z poddasza, Gości i czeladź domu na obiad zaprasza: Tak było w dawnych licznych dworach we zwyczaju I zostało się w domu Sędziego.
Noc zapadła, miasto pokryło się łunami, szumy się podniosły, łoskoty stały się wyraźniejsze, turkoty się wzmogły, krzyki spotężniały — aż w końcu wszystkie dźwięki zlały się w przeogromny, dziki chór, śpiewany głosami maszyn i ludzi, od którego drżało powietrze i trzęsła się ziemia! Łódź pracowała nocną, gorączkową pracą.
A jeszcze? Co mi jeszcze z lat dawnych się marzy? Ogród, gdzie dużo liści znajomych i twarzy, — Same liście i twarze!... Liściasto i ludno! Śmiech mój — w końcu alei. Śmiech stłumić tak trudno! Biegnę, głowę gmatwając w szumach, w podobłoczach! Oddech nieba mam — w piersi! — Drzew wierzchołki — w oczach! Kroki moje już dudnią po grobli — nad rzeką. Słychać je tak daleko! Tak cudnie daleko!…
Cicho. Próżno myśliwi natężają ucha; Próżno jak najciekawszej mowy każdy słucha Milczenia, długo w miejscu nieruchomy czeka: Tylko muzyka puszczy gra do nich z daleka.
Noc była cudowna, słowiki rozśpiewywały się coraz tęskniej, aż im zaczęły odpowiadać z nadrzecznych gąszczów kosy i polał się wtedy nieporównanie piękny deszcz dźwięków, który się rozlewał w tej cichej, czarownej nocy czerwcowej, pełnej ciepła bijącego z rozgrzanej ziemi, gwiazd na niebie i zapachu bzów, których były pełne klomby stojące przed oknami.
Cicho. Próżno myśliwi natężają ucha; Próżno jak najciekawszej mowy każdy słucha Milczenia, długo w miejscu nieruchomy czeka: Tylko muzyka puszczy gra do nich z daleka. Psy nurtują po puszczy, jak pod morzem nurki, A strzelcy, obróciwszy do lasu dwururki, Patrzą Wojskiego.…
Pokazujemy 48 z 55 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.