motyw literacki
Wróg
95fragmentów
32lektury
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Potop 14 fragmentów
- Krzyżacy 10 fragmentów
- Pan Wołodyjowski 8 fragmentów
- Romeo i Julia 8 fragmentów
- Stara baśń 7 fragmentów
- Giaur 4 fragmenty
- Reduta Ordona 4 fragmenty
- Dzieje Tristana i Izoldy 3 fragmenty
- Fraszki 3 fragmenty
- Konrad Wallenrod 3 fragmenty
- Lalka 3 fragmenty
- Napój cienisty 3 fragmenty
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
Niech zważa, z kim ma sprawę, kto chce być junakiem. Jastrząb, że się z niejednym dobrze spotkał ptakiem, Chciał sokoły wojować; śmiał się sokół lotny. Na koniec z zuchwałości takowej markotny, Porwał go; a gdy ostre szpony wskroś przebodły, Rzekł: «Daruję cię życiem, boś dla mnie zbyt podły». Szpecą sławę zwycięstwa mdłe nieprzyjacioły; Jastrzębie na przepiórki, orły na sokoły.
A pokrótce, wśród wrzaskliwych jazgotów i naszczekiwań, ukazał się cały rząd ogromnych bryk, nakrytych białymi budami. — To Miemcy! Miemcy z Podlesia! — wykrzyknął ktosik. Jakoż i prawda to była. Jechali w kilkanaście bryk, zaprzężonych w tęgie konie; pod płóciennymi budami widniał wszelki sprzęt domowy i siedziały kobiety i dzieci, zaś rude, opasłe Miemce z fajami w zębach szły pieszo.…
Pieśń ma była już w grobie, już chłodna, — Krew poczuła — spod ziemi wygląda — I jak upiór powstaje krwi głodna: I krwi żąda, krwi żąda, krwi żąda. Tak! zemsta, zemsta, zemsta na wroga, Z Bogiem i choćby mimo Boga! Chór powtarza I Pieśń mówi: ja pójdę wieczorem, Naprzód braci rodaków gryźć muszę, Komu tylko zapuszczę kły w duszę, Ten jak ja musi zostać upiorem. Tak! zemsta, zemsta, etc. etc.…
Było na dworze króla Marka czterech baronów, najbardziej zdradzieckich spomiędzy ludzi, nienawidzących Tristana srogą nienawiścią za jego męstwo i za tkliwą miłość, którą król dlań żywił. I mogę wam nawet powtórzyć ich imiona: Andret, Gwenelon, Gondoin i Denoalen; z tych diuk Andret był jak i Tristan siostrzeńcem króla.…
Łuk i sajdak twój, Febe, niech będzie, lecz strzały W sercach nieprzyjacielskich w dzień boju zostały.
Sam Hassan został; z konia zsiąść nie raczy, Spokojnie jedzie, aż z przodu obaczy Blask ręcznej broni; rozbójników zgraja Strzela wzdłuż drogi, z przodu się zaczaja, I z tyłu słychać z janczarek łoskotu, Że mu przecięto drogę do odwrotu. Więc wściekły brodę od gniewu najeżył, I wkoło wzrokiem ognistym uderzył.…
Przebacz mi, waćpan, krzywdęm ci wyrządził; Lecz przebacz jako honorowy człowiek. Wszyscy tu wiedzą i pan sam wiesz pewnie, Jak ciężka trapi mię niemoc umysłu, Oświadczam przeto, iż to, com uczynił W grubiański sposób ubliżającego Twojemu sercu, czci twej lub stopniowi, Nie było niczym innym jak szaleństwem. Czyliż to Hamlet skrzywdził Laertesa? Nie; Hamlet bowiem nie był samym sobą.…
Odwróciwszy się, armator spostrzegł stojącego obok Danglarsa, który z pozoru zdawał się oczekiwać na jego rozkazy, a w rzeczywistości sam śledził wzrokiem młodego marynarza. Jakże wielka była różnica w wyrazie oczu tych dwóch ludzi, spoglądających na tego samego człowieka.
— Nie lękam się twej wiedzy! — szepnęła. — Mów, póki słucham jeszcze! Wójt zauważył w niej teraz to samo przymglenie oczu i to samo ust rozchylenie, które już widział wówczas, gdy mu o możności czarowania bezładnie prawiła. Tym razem jednak w twarzy wójtowej grało coś jeszcze nieugiętego i surowego nawet, czego wójt określić ani rozpoznać nie umiał. — Póki słucham jeszcze!…
— Dziwi mnie to bardzo! — zawołała Morgana. — Soli nie jada się tylko w domu swego wroga, nie zaś w domu przyjaciela. Może ten gość uważa ciebie za swego wroga?
I ci, i owi pilnują przeprawy. Tak Niemen, dawniej sławny z gościnności, Łączący bratnich narodów dzierżawy, Już teraz dla nich był progiem wieczności; I nikt, bez straty życia lub swobody, Nie mógł przestąpić zakazanej wody.…
Panie! nie mogę skończyć pacierza, co każe Przebaczyć wrogom. Bóg ich na ziemi ukarze!
— O moiście wy! Zawarły niedźwiedzie pokój z bartnikami i barci nie psowają ni miodu nie jedzą!
Wtem stało się coś nieoczekiwanego. W pobliżu nas zatrzeszczały bębny i rozległy się przeraźliwe piszczałki fajfrów. Toż samo za nami. Ktoś krzyknął: „Naprzód!" i — nie wiem, z ilu piersi wybuchnął krzyk podobny do jęku albo do wycia. Kolumna poruszyła się z wolna, prędzej, biegiem... Strzały prawie ucichły i odzywały się tylko pojedynczo...…
…Ale on był jednym z nas i mógł powiedzieć, że jest zadowolony... prawie. Pomyślcie tylko! Prawie zadowolony. Wobec tego, cóż mogły znaczyć uboczne rzeczy? Czyż mógł dbać o to, kto go podejrzewa, nie wierzy mu, kocha go lub nienawidzi — tym bardziej, jeżeli nienawidził go taki Cornelius? (...) Z takiego wroga Jim nic sobie nie robił.…
Jeszcze Polska nie zginęła, Kiedy my żyjemy. Co nam obca przemoc wzięła, Szablą odbierzemy.
Słyszę kroki odważne, lecz wroga nie widzę. Odsłoń twarz, abym stwierdził — kogo nienawidzę!...»
Lecz Hrabia, z Telimeną wszedłszy niespodzianie, Uważał młodej pary czułe pożegnanie, Wzruszył się i rzuciwszy wzrok ku Telimenie: «Ileż — rzekł — jest piękności choć w tej prostej scenie! Kiedy dusza pasterki z wojownika duszą, Jak łódź z okrętem w burzy, rozłączyć się muszą! Zaiste! nic tak uczuć w sercu nie rozpala, Jako kiedy się serce od serca oddala.…
…Oto pan hetman wielki pilnie pożądał widzieć małego rycerza. O ile pan Nowowiejski się domyślał, chodziło o jakąś funkcję wojskową, hetman bowiem odebrał świeżo kilka listów, mianowicie od pana Wilczkowskiego, od pana Silnickiego, od pułkownika Piwo i od innych komendantów na Ukrainie i Podolu rozrzuconych, z doniesieniami o krymskich wypadkach, które nie zapowiadały się pomyślnie.…
W całym wojsku każe bębnić w bębny i dąć w trąby i rogi głośno i dźwięcznie: poganie zsiadają na ziemię, aby przywdziać zbroje. Emir nie chce być najopieszalszy. Wdziewa błękitną stalową kolczugę, wiąże hełm strojny złotem i kamieniami. Potem do lewego boku przypasuje miecz; w pysze swojej znalazł dlań imię: z przyczyny miecza Karola, o którym słyszał, nazywa swój Szacownym; Szacowny, to jego krzyk bitewny.…
Zbójce, niestety, zbójce nas wojują, Którzy ani miast, ani wsi budują; Pod kotarzami tylko w polach siedzą, A nas nierządne, ach, nierządne, jedzą!
Była cisza. Ale skoro pierwszy z idących znalazł się w sferze światła, zezem padającego z góry, buchnął w nich strzał. Przodownik stęknął i bez słowa, jak wór piachu, bezwładnie siadł na miejscu. Natychmiast przeskoczył go następny i wypadł na wierzch. Za nim inni koleją. Rozległ się drugi strzał. Po nim trzeci prawie jednocześnie. Ujrzeli przed sobą kilku mężczyzn uzbrojonych. Byli to księża.…
…— To mnie jeno martwi, żeś sobie nowego wroga napytał... To straszny człek! — E! jeden więcej, jeden mniej!... — rzekł Kmicic. Po czym pochylił się do ucha księdza. — A książę Bogusław — rzekł — to mi przynajmniej wróg. Co mi tam taki Kuklinowski! Ani się na niego obejrzę.
Wróg śmiertelny ludzi ubogich szedł przed nim wszystkimi drogami na wschód — niszczyciel i rabuś. Gdzie były żelazne mosty, wisiały poprzetrącane ich gnaty — gdzie były mosty drewniane, sterczały osmalone pale. Gdzie były wsie, stały porozwalane pustki. Gdzie cokolwiek pięknego, wzniosłego przeszłość zostawiła potomnym na tej ziemi ubogiej, widniała kupa gruzów.…
Gdybyśmy ustawę naszej Rzeczypospolitej byli wzięli od naszego nieprzyjaciela największego, gdybyśmy jej układ byli oddali carom Moskiewskim, albo jakiemu innemu na naszą zgubę czatującemu despocie, nie byłby mógł nad teraźniejszą jej zasadę nic wynaleść stosowniejszego do tych swoich zamiarów, aby Polska nie mogła być nigdy ludną, nie mogła być bogatą i nie mogła w równej z nim mierze złożyć podatków dla swojej……
Nam strzelać nie kazano. — Wstąpiłem na działo I spojrzałem na pole; dwieście armat grzmiało. Artyleryji ruskiéj ciągną się szeregi, Prosto, długo, daleko, jako morza brzegi; I widziałem ich wodza; — przybiegł, mieczem skinął I jak ptak jedno skrzydło wojska swego zwinął. Wylewa się spod skrzydła ściśniona piechota Długą, czarną kolumną, jako lawa błota, Nasypana iskrami bagnetów.…
Z gołym orężem pokój? Nienawidzę Tego wyrazu, tak jak nienawidzę Szatana, wszystkich Montekich i ciebie. Broń się, nikczemny tchórzu.
— Zdrów bywaj, Hengo. Cóżeście to znowu tak daleko w nasze lasy zawędrowali? — rzekł gospodarz. Rudy, powoli z konia zlazłszy i dawszy go chłopcu, który na swoim pozostał, zbliżał się z wolna do starego. — Ha! Po świecie się tak człek włóczy, ciekaw zobaczyć, jak tam gdzie ludzie żyją — począł mówić. — Przy tym też jakaś zamiana zrobi się może.…
…Ojciec jej był lekarzem wojskowym, a w całym mieście sławnym karciarzem i łobuzem. Kończąc kursy lekarskie w petersburskiej akademii chirurgicznej, zaprowadził był romansik z córką czynownika, u którego mieszkał, i zmuszony został do ożenienia się z ofiarą swych zapałów. Wkrótce po ukończeniu studiów otrzymał miejsce lekarza przy pułku piechoty konsystującym w Klerykowie. Żona powiła mu kilkoro dzieci.…
— Do diabła!... Byłeś w Londynie? Czyż to stamtąd wywiozłeś ten piękny diament błyszczący na twoim palcu? Strzeż się, drogi d'Artagnanie, dar nieprzyjaciela to niedobra rzecz; opiewają to pewne wiersze łacińskie... Poczekaj no...…
— To się nigdy nie skończy! — szeptał często Szaja Menhelsohn do syna i towarzyszy, z którymi jechał w karecie za pogrzebem i spod ściągniętych brwi patrzył niespokojnie na baldachim, chwiejący się nad głowami tłumów, opuszczał na chwilę głowę, skubał nerwowo brodę i znowu wpijał rozgorączkowane oczy w trumnę, gdzie leżał jego nieprzyjaciel i konkurent.…
Więcbyś go chciał poczciwymi słowy albo hamować a co wżdy z nim mówić, a cóż potym, kiedy mu nie rozumieć, a on klekce jako bocian, krząka jako kiernoz. Więc mu się tu zachce śpiewać, aliści jako cielę ryczy. Więc mu się zachce w tanek, aliści się śliza jako kozieł po ledzie. Więc mu się zachce miłować, aliści drzemie albo uśnie na stole.…
W sąsiedztwie bliskim były dwie rzeczpospolite: Pszczoły w ulach, w mrowisku mrówki pracowite. A że przyjaźń sąsiedzka dumy nie umniejsza, Często były dysputy: która z nich rządniejsza? Przyszły czasy jesienne, aż na pszczoły strachy: Poderżnął skrzętny bartnik wykształcone gmachy, Powypędzał mieszkańców, wyprzątnął spiżarnie: Poznały wtenczas pszczoły, że zbierały marnie.…
Izolda, Perynis i Brangien szukali długo, wreszcie wśród traw bagniska Brangien ujrzała błyszczący hełm rycerza. Oddychał jeszcze. Perynis wziął go na swego konia i zaniósł tajemnie do komnat niewieścich. Izolda opowiedziała zdarzenie matce i powierzyła jej cudzoziemca. Kiedy królowa rozdziewała rycerza, zatruty język smoka wypadł z pludrów.…
Hektor dał miecz Ajaksowi, Ajaks dał pas Hektorowi — Hektor pasem uwiązany, Bystrymi końmi targany; Ajaks także, popędliwy, Wraził w się miecz nieszczęśliwy. Tak między nieprzyjacioły Upad niesie i dar goły.
Jak się wezbrana rzeka w morze leje, I morską burzę spotkawszy szaleje, Łamią się fale, drżą opoki brzegu, A nurty ryczą pod pianami śniegu; Tak się spotkały wrogów zgraje obie, Losem i gniewem gnane przeciw sobie; Szable nad uchem grzmią, lecąc w kawały, Huczą po skałach dalekie wystrzały; Starcia się łoskot i karabel dźwięki, Huk karabinów, konających jęki Echo żałośne po dolinie szerzy, Przywykłej tylko do……
„A więc, skoro pan tak dobrze zna Korsykanów, musisz pan wiedzieć, że umieją dotrzymywać słowa. Uważasz pan, że dobrze się stało, że zamordowano mi brata, bonapartystę, bo pan jesteś rojalistą; a więc ja, który także jestem bonapartystą, powiem panu jedno: zabiję cię. Od tej chwili wypowiadam ci vendettę; strzeż się pan, pilnuj się najlepiej, jak możesz.…
— Teraz chcę pokazać naszemu gościowi inny taniec z mieczem, daleko ładniejszy od pierwszego. — Dobrze! — zawołał Ali-Baba. — Pokaż nam taniec z mieczem, bo jest to najpiękniejszy taniec na świecie. Abdalla podał Morganie miecz i znów zabębnił i zadzwonił. Morgana z mieczem w ręku wirowała po pokoju. Potem nagle stanęła, jakby się na kogoś zaczaiła.…
Kiejstut coraz smutniejszy, Walter jak mocno zmieniony! Dawniej, chociaż nie bywał nigdy zbytecznie wesoły, — W chwilach nawet szczęśliwych lekki mrok zamyślenia Lice jego przysłaniał — ale w objęciach Aldony Dawniej miewał pogodne czoło i lice spokojne, Zawsze ją witał uśmiechem, czułym pożegnał wejrzeniem.…
— Jakoż się ma dziać w księstwie mającym takich sąsiadów? Niby jest pokój: mijają się poselstwa i listy, a mimo tego nie można być pewnym dnia i godziny. Kto wieczorem na pograniczu układa się spać, nigdy nie wie, czyli nie rozbudzi się w pętach albo z ostrzem miecza na gardzieli, albo z płonącym pułapem nad głową. Nie ubezpieczą od zdrady przysięgi, pieczęcie i pergaminy.…
Trafiłem na szczególną scenę. Jedni z naszych chwycili za koła armaty, drudzy ściągali woźnicę z siodła; Katz przebił bagnetem konia z pierwszej pary, a kanonier austriacki chciał zwalić go w łeb wyciorem. Schwyciłem kanoniera za kołnierz i nagłym ruchem w tył przewróciłem go na ziemię. Katz i jego chciał przebić. — Co robisz, wariacie?!... — zawołałem odbijając mu karabin.…
— «Po głosie zgadnij wroga, co cię dziś nawiedził I wyznaj, żeś czarami mą zbrodnię wyśledził! W jednym ulu ukryłeś — westchnienie mej winy, — W drugim — duszę zabitej przeze mnie dziewczyny.
…Spojrzę ja wtedy na tego, kto ma ze mną wiosłem robić — Jezu Chryste miły! — zgadnijcie acaństwo, kto był naprzeciw mnie? — Dydiuk! Poznałem go zaraz, chociaż był goły, wychudł i broda urosła mu w pas, bo już dawniej był na galery zaprzedan... Począłem się na niego patrzeć, on na mnie; poznał mnie także... Nie mówiliśmy do siebie nic... Ot, na co nam obum przyszło!…
— Srogie śniegi muszą leżeć, gdy owe ptaszyny już i na wystrzały, i na huk armatni nie uważają, jeno do zabudowań się cisną — mówili żołnierze. — A czemu to od Szwedów do nas uciekają? — Bo i najlichsze stworzenie ma ten dowcip, że nieprzyjaciela od swojego odróżni.…
Gdzież jest król, co na rzezie tłumy te wyprawia? Czy dzieli ich odwagę, czy pierś sam nadstawia? Nie, on siedzi o pięćset mil na swéj stolicy, Król wielki, samowładnik świata połowicy. Zmarszczył brwi, — i tysiące kibitek wnet leci; Podpisał, — tysiąc matek opłakuje dzieci; Skinął, — padają knuty od Niemna do Chiwy. Mocarzu, jak Bóg silny, jak szatan złośliwy!
Miecz, mówię! Stary Monteki nadchodzi. I szydnie swoją klingą mi urąga.
— Tam Myszy siedzą, miłościwy panie, Myszy! — szepnęła Jaruha. — Kupa Myszy... Poczęła się oglądać niespokojnie, wstała i chciała zbliżyć się do knezia, ale ten jej zagroził, aby nie śmiała na krok ku niemu przystąpić. Trwoga odmalowała się na jego twarzy, gdy posłyszał tę zagadkową mowę. Obejrzał się na Smerdę, który zawołał: — Mów, babo, wyraźnie! Jaruha niespokojnie patrzyła wkoło i wahała się.…
A tak poczciwemu człowiekowi trzeba iście na pilnej pieczy mieć ty krótkie a omylne czasy swoje, aby swowolnie nie bujały, aby pustopas jako bydło w jesieni wolno nie biegały, ale iżby były w mocy a w pilnej opatrzności człowieka każdego bacznego, aby on imi szafował a nie ony im.…
Pokazujemy 48 z 95 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.