motyw literacki
Wróg
74fragmenty
25lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Potop 14 fragmentów
- Krzyżacy 10 fragmentów
- Pan Wołodyjowski 8 fragmentów
- Romeo i Julia 8 fragmentów
- Reduta Ordona 4 fragmenty
- Fraszki 3 fragmenty
- Konrad Wallenrod 3 fragmenty
- Lalka 3 fragmenty
- Napój cienisty 3 fragmenty
- Bajki i przypowieści 2 fragmenty
- Klechdy sezamowe 2 fragmenty
- Chłopi, Część czwarta - Lato 1 fragment
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
Niech zważa, z kim ma sprawę, kto chce być junakiem. Jastrząb, że się z niejednym dobrze spotkał ptakiem, Chciał sokoły wojować; śmiał się sokół lotny. Na koniec z zuchwałości takowej markotny, Porwał go; a gdy ostre szpony wskroś przebodły, Rzekł: «Daruję cię życiem, boś dla mnie zbyt podły». Szpecą sławę zwycięstwa mdłe nieprzyjacioły; Jastrzębie na przepiórki, orły na sokoły.
A pokrótce, wśród wrzaskliwych jazgotów i naszczekiwań, ukazał się cały rząd ogromnych bryk, nakrytych białymi budami. — To Miemcy! Miemcy z Podlesia! — wykrzyknął ktosik. Jakoż i prawda to była. Jechali w kilkanaście bryk, zaprzężonych w tęgie konie; pod płóciennymi budami widniał wszelki sprzęt domowy i siedziały kobiety i dzieci, zaś rude, opasłe Miemce z fajami w zębach szły pieszo.…
Pieśń ma była już w grobie, już chłodna, — Krew poczuła — spod ziemi wygląda — I jak upiór powstaje krwi głodna: I krwi żąda, krwi żąda, krwi żąda. Tak! zemsta, zemsta, zemsta na wroga, Z Bogiem i choćby mimo Boga! Chór powtarza I Pieśń mówi: ja pójdę wieczorem, Naprzód braci rodaków gryźć muszę, Komu tylko zapuszczę kły w duszę, Ten jak ja musi zostać upiorem. Tak! zemsta, zemsta, etc. etc.…
Łuk i sajdak twój, Febe, niech będzie, lecz strzały W sercach nieprzyjacielskich w dzień boju zostały.
Przebacz mi, waćpan, krzywdęm ci wyrządził; Lecz przebacz jako honorowy człowiek. Wszyscy tu wiedzą i pan sam wiesz pewnie, Jak ciężka trapi mię niemoc umysłu, Oświadczam przeto, iż to, com uczynił W grubiański sposób ubliżającego Twojemu sercu, czci twej lub stopniowi, Nie było niczym innym jak szaleństwem. Czyliż to Hamlet skrzywdził Laertesa? Nie; Hamlet bowiem nie był samym sobą.…
— Nie lękam się twej wiedzy! — szepnęła. — Mów, póki słucham jeszcze! Wójt zauważył w niej teraz to samo przymglenie oczu i to samo ust rozchylenie, które już widział wówczas, gdy mu o możności czarowania bezładnie prawiła. Tym razem jednak w twarzy wójtowej grało coś jeszcze nieugiętego i surowego nawet, czego wójt określić ani rozpoznać nie umiał. — Póki słucham jeszcze!…
— Dziwi mnie to bardzo! — zawołała Morgana. — Soli nie jada się tylko w domu swego wroga, nie zaś w domu przyjaciela. Może ten gość uważa ciebie za swego wroga?
I ci, i owi pilnują przeprawy. Tak Niemen, dawniej sławny z gościnności, Łączący bratnich narodów dzierżawy, Już teraz dla nich był progiem wieczności; I nikt, bez straty życia lub swobody, Nie mógł przestąpić zakazanej wody.…
Panie! nie mogę skończyć pacierza, co każe Przebaczyć wrogom. Bóg ich na ziemi ukarze!
— O moiście wy! Zawarły niedźwiedzie pokój z bartnikami i barci nie psowają ni miodu nie jedzą!
Wtem stało się coś nieoczekiwanego. W pobliżu nas zatrzeszczały bębny i rozległy się przeraźliwe piszczałki fajfrów. Toż samo za nami. Ktoś krzyknął: „Naprzód!" i — nie wiem, z ilu piersi wybuchnął krzyk podobny do jęku albo do wycia. Kolumna poruszyła się z wolna, prędzej, biegiem... Strzały prawie ucichły i odzywały się tylko pojedynczo...…
…Ale on był jednym z nas i mógł powiedzieć, że jest zadowolony... prawie. Pomyślcie tylko! Prawie zadowolony. Wobec tego, cóż mogły znaczyć uboczne rzeczy? Czyż mógł dbać o to, kto go podejrzewa, nie wierzy mu, kocha go lub nienawidzi — tym bardziej, jeżeli nienawidził go taki Cornelius? (...) Z takiego wroga Jim nic sobie nie robił.…
Jeszcze Polska nie zginęła, Kiedy my żyjemy. Co nam obca przemoc wzięła, Szablą odbierzemy.
Słyszę kroki odważne, lecz wroga nie widzę. Odsłoń twarz, abym stwierdził — kogo nienawidzę!...»
Lecz Hrabia, z Telimeną wszedłszy niespodzianie, Uważał młodej pary czułe pożegnanie, Wzruszył się i rzuciwszy wzrok ku Telimenie: «Ileż — rzekł — jest piękności choć w tej prostej scenie! Kiedy dusza pasterki z wojownika duszą, Jak łódź z okrętem w burzy, rozłączyć się muszą! Zaiste! nic tak uczuć w sercu nie rozpala, Jako kiedy się serce od serca oddala.…
…Oto pan hetman wielki pilnie pożądał widzieć małego rycerza. O ile pan Nowowiejski się domyślał, chodziło o jakąś funkcję wojskową, hetman bowiem odebrał świeżo kilka listów, mianowicie od pana Wilczkowskiego, od pana Silnickiego, od pułkownika Piwo i od innych komendantów na Ukrainie i Podolu rozrzuconych, z doniesieniami o krymskich wypadkach, które nie zapowiadały się pomyślnie.…
W całym wojsku każe bębnić w bębny i dąć w trąby i rogi głośno i dźwięcznie: poganie zsiadają na ziemię, aby przywdziać zbroje. Emir nie chce być najopieszalszy. Wdziewa błękitną stalową kolczugę, wiąże hełm strojny złotem i kamieniami. Potem do lewego boku przypasuje miecz; w pysze swojej znalazł dlań imię: z przyczyny miecza Karola, o którym słyszał, nazywa swój Szacownym; Szacowny, to jego krzyk bitewny.…
Zbójce, niestety, zbójce nas wojują, Którzy ani miast, ani wsi budują; Pod kotarzami tylko w polach siedzą, A nas nierządne, ach, nierządne, jedzą!
Była cisza. Ale skoro pierwszy z idących znalazł się w sferze światła, zezem padającego z góry, buchnął w nich strzał. Przodownik stęknął i bez słowa, jak wór piachu, bezwładnie siadł na miejscu. Natychmiast przeskoczył go następny i wypadł na wierzch. Za nim inni koleją. Rozległ się drugi strzał. Po nim trzeci prawie jednocześnie. Ujrzeli przed sobą kilku mężczyzn uzbrojonych. Byli to księża.…
…— To mnie jeno martwi, żeś sobie nowego wroga napytał... To straszny człek! — E! jeden więcej, jeden mniej!... — rzekł Kmicic. Po czym pochylił się do ucha księdza. — A książę Bogusław — rzekł — to mi przynajmniej wróg. Co mi tam taki Kuklinowski! Ani się na niego obejrzę.
Wróg śmiertelny ludzi ubogich szedł przed nim wszystkimi drogami na wschód — niszczyciel i rabuś. Gdzie były żelazne mosty, wisiały poprzetrącane ich gnaty — gdzie były mosty drewniane, sterczały osmalone pale. Gdzie były wsie, stały porozwalane pustki. Gdzie cokolwiek pięknego, wzniosłego przeszłość zostawiła potomnym na tej ziemi ubogiej, widniała kupa gruzów.…
Nam strzelać nie kazano. — Wstąpiłem na działo I spojrzałem na pole; dwieście armat grzmiało. Artyleryji ruskiéj ciągną się szeregi, Prosto, długo, daleko, jako morza brzegi; I widziałem ich wodza; — przybiegł, mieczem skinął I jak ptak jedno skrzydło wojska swego zwinął. Wylewa się spod skrzydła ściśniona piechota Długą, czarną kolumną, jako lawa błota, Nasypana iskrami bagnetów.…
Z gołym orężem pokój? Nienawidzę Tego wyrazu, tak jak nienawidzę Szatana, wszystkich Montekich i ciebie. Broń się, nikczemny tchórzu.
…Ojciec jej był lekarzem wojskowym, a w całym mieście sławnym karciarzem i łobuzem. Kończąc kursy lekarskie w petersburskiej akademii chirurgicznej, zaprowadził był romansik z córką czynownika, u którego mieszkał, i zmuszony został do ożenienia się z ofiarą swych zapałów. Wkrótce po ukończeniu studiów otrzymał miejsce lekarza przy pułku piechoty konsystującym w Klerykowie. Żona powiła mu kilkoro dzieci.…
— Do diabła!... Byłeś w Londynie? Czyż to stamtąd wywiozłeś ten piękny diament błyszczący na twoim palcu? Strzeż się, drogi d'Artagnanie, dar nieprzyjaciela to niedobra rzecz; opiewają to pewne wiersze łacińskie... Poczekaj no...…
W sąsiedztwie bliskim były dwie rzeczpospolite: Pszczoły w ulach, w mrowisku mrówki pracowite. A że przyjaźń sąsiedzka dumy nie umniejsza, Często były dysputy: która z nich rządniejsza? Przyszły czasy jesienne, aż na pszczoły strachy: Poderżnął skrzętny bartnik wykształcone gmachy, Powypędzał mieszkańców, wyprzątnął spiżarnie: Poznały wtenczas pszczoły, że zbierały marnie.…
Hektor dał miecz Ajaksowi, Ajaks dał pas Hektorowi — Hektor pasem uwiązany, Bystrymi końmi targany; Ajaks także, popędliwy, Wraził w się miecz nieszczęśliwy. Tak między nieprzyjacioły Upad niesie i dar goły.
— Teraz chcę pokazać naszemu gościowi inny taniec z mieczem, daleko ładniejszy od pierwszego. — Dobrze! — zawołał Ali-Baba. — Pokaż nam taniec z mieczem, bo jest to najpiękniejszy taniec na świecie. Abdalla podał Morganie miecz i znów zabębnił i zadzwonił. Morgana z mieczem w ręku wirowała po pokoju. Potem nagle stanęła, jakby się na kogoś zaczaiła.…
Kiejstut coraz smutniejszy, Walter jak mocno zmieniony! Dawniej, chociaż nie bywał nigdy zbytecznie wesoły, — W chwilach nawet szczęśliwych lekki mrok zamyślenia Lice jego przysłaniał — ale w objęciach Aldony Dawniej miewał pogodne czoło i lice spokojne, Zawsze ją witał uśmiechem, czułym pożegnał wejrzeniem.…
— Jakoż się ma dziać w księstwie mającym takich sąsiadów? Niby jest pokój: mijają się poselstwa i listy, a mimo tego nie można być pewnym dnia i godziny. Kto wieczorem na pograniczu układa się spać, nigdy nie wie, czyli nie rozbudzi się w pętach albo z ostrzem miecza na gardzieli, albo z płonącym pułapem nad głową. Nie ubezpieczą od zdrady przysięgi, pieczęcie i pergaminy.…
Trafiłem na szczególną scenę. Jedni z naszych chwycili za koła armaty, drudzy ściągali woźnicę z siodła; Katz przebił bagnetem konia z pierwszej pary, a kanonier austriacki chciał zwalić go w łeb wyciorem. Schwyciłem kanoniera za kołnierz i nagłym ruchem w tył przewróciłem go na ziemię. Katz i jego chciał przebić. — Co robisz, wariacie?!... — zawołałem odbijając mu karabin.…
— «Po głosie zgadnij wroga, co cię dziś nawiedził I wyznaj, żeś czarami mą zbrodnię wyśledził! W jednym ulu ukryłeś — westchnienie mej winy, — W drugim — duszę zabitej przeze mnie dziewczyny.
…Spojrzę ja wtedy na tego, kto ma ze mną wiosłem robić — Jezu Chryste miły! — zgadnijcie acaństwo, kto był naprzeciw mnie? — Dydiuk! Poznałem go zaraz, chociaż był goły, wychudł i broda urosła mu w pas, bo już dawniej był na galery zaprzedan... Począłem się na niego patrzeć, on na mnie; poznał mnie także... Nie mówiliśmy do siebie nic... Ot, na co nam obum przyszło!…
— Srogie śniegi muszą leżeć, gdy owe ptaszyny już i na wystrzały, i na huk armatni nie uważają, jeno do zabudowań się cisną — mówili żołnierze. — A czemu to od Szwedów do nas uciekają? — Bo i najlichsze stworzenie ma ten dowcip, że nieprzyjaciela od swojego odróżni.…
Gdzież jest król, co na rzezie tłumy te wyprawia? Czy dzieli ich odwagę, czy pierś sam nadstawia? Nie, on siedzi o pięćset mil na swéj stolicy, Król wielki, samowładnik świata połowicy. Zmarszczył brwi, — i tysiące kibitek wnet leci; Podpisał, — tysiąc matek opłakuje dzieci; Skinął, — padają knuty od Niemna do Chiwy. Mocarzu, jak Bóg silny, jak szatan złośliwy!
Miecz, mówię! Stary Monteki nadchodzi. I szydnie swoją klingą mi urąga.
Jako ogień a woda różno siebie chodzą, Tak miłość a powaga nigdy się nie zgodzą. Dobrze by się nie kłaniać nieprzyjacielowi, Ale tym sakiem Miłość już o płatne łowi. A im się kto chce mężniej popisać w tej mierze, Tym więcej śmiechu na się i błazeństwa bierze. A przedsię abo musim porzucić ten statek, Abo nam (to rzecz pewna) szaleć na ostatek.…
«O! na miłość Boga, O nic nie pytaj!... Słuchaj, moja droga, Słuchaj i pilnie zważaj każde słowo. Oni zginęli... Widzisz te pożary? Widzisz? To Litwa w kraju Niemców broi!... Przez lat sto Zakon ran swych nie wygoi. Trafiłem w serce stugłowej poczwary; Strawione skarby, źródła ich potęgi, Zgorzały miasta, morze krwi wyciekło... Jam to uczynił; dopełnił przysięgi — Straszniejszej zemsty nie wymyśli piekło!…
Jurand potykał się niegdyś z Danveldem, po czym widział go dwukrotnie na dworze księcia mazowieckiego jako posła, ale od tych terminów upłynęło kilka lat; poznał go jednak pomimo mroku natychmiast i po otyłości, i po twarzy, a wreszcie po tym, że siedział za stołem w pośrodku, w poręczastym krześle, mając rękę ujętą w drewniane łupki, opartą na poręczy.…
O kilkadziesiąt kroków od niego Wokulski chodził między dwoma sosnami tam i na powrót jak wahadło. Teraz nie myślał o pannie Izabeli; słuchał świergotu ptaków, którym kipiał cały las, i pluskania Wisły podmywającej brzegi. Na tle odgłosów spokojnego szczęścia natury dziwnie odbijało szczękanie stempli w pistoletach i trzask odwodzonych kurków.…
Dość mi przyłamać ostrze od niechcenia, A śmierć swym wichrem w proch nędzny go utrze! Wśród dębowego namyślam się cienia, Czy dziś — czy jutro — czy może pojutrze? Lecz on coś przeczuł i nagle się zbliża, I dąb pośpiesznie żegna znakiem krzyża... A ja udaję, żem spoczął na rosach, O niczym nie wiem i sny mam dziecięce.…
— Jegomość dziś szatki duchowne nosisz, a za młodu bijałeś rebelizantów, jakośmy słyszeli, wcale nie zgorzej... — Bijałem, bom był powinien, jako żołnierz, i nie to mój grzech, ale to, żem ich przy tym jako zarazy nienawidził. Miałem swoje prywatne racje, o których nie będę wspominał, bo to dawne czasy i rany owe zaschły. W tym się kajam, żem nad powinność czynił.…
O północy żołnierze szwedzcy usłyszeli płynące łagodnie z wyniosłości tony organów, potem głosy ludzkie dołączyły się do nich, potem dźwięki dzwonów i dzwonków. Wesele, otucha i wielki spokój były w tych dźwiękach, i tym większe zwątpienie, tym większe uczucie niemocy ścisnęło serca szwedzkie. Żołnierze polscy spod komendy Zbrożka i Kalińskiego, nie pytając o pozwolenie, podeszli pod same mury.…
Ura, ura! Patrz, blisko reduty, już w rowy Walą się, na faszynę kładąc swe tułowy; Już czernią się na białych palisadach wałów. Jeszcze reduta w środku, jasna od wystrzałów, Czerwieni się nad czernią: jak w środek mrowiska Wrzucony motyl błyska, — mrowie go naciska, — Zgasł;
Nieprzyjaciela naszego pachołcy I wasi już się bili, kiedym nadszedł; Dobyłem broni, aby ich rozdzielić: Wtem wpadł szalony Tybalt z gołym mieczem, I harde zionąc mi w uszy wyzwanie, Jął się wywijać nim i siec powietrze, Które świszczało tylko szydząc z marnych Jego zamachów.…
— Wiera! Psubraty oni są, i Cztan, i Wilk — rzekł żywo Maćko — wszelako na dzieci ręki nie podniosą. Tfu! Taką rzecz chyba Krzyżak uczyni.
Równina owa, przecięta niewielkim strumieniem biegnącym w stronę Kałusiku, była również, jak i spód skały, pokryta kępami zarośli. Z największej kępy cienkie smugi dymu unosiły się ku niebu. — Widzisz — rzekł do Basi Wołodyjowski — to nieprzyjaciel się tam przytaił. — Widzę dymy, ale nie widzę ni ludzi, ni koni — odrzekła z bijącym sercem Basia. — Bo ich zarośla skrywają, chociaż wprawne oko ich dojrzy.…
Lecz ogień podsycany krwią, zamiast gasnąć, wzmagał się coraz więcej i rozpoczęła się wojna, w której obu stronom nie chodziło już o same zwycięstwa, o zamki i miasta lub prowincje, ale o śmierć i życie. Okrucieństwo wzmagało nienawiść, i poczęto nie walczyć, lecz tępić się wzajemnie bez miłosierdzia.
Pokazujemy 48 z 74 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.