motyw literacki
Okręt
14fragmentów
10lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Lord Jim 5 fragmentów
- Boska Komedia 1 fragment
- Granica 1 fragment
- Hymny 1 fragment
- Napój cienisty 1 fragment
- Podróże Guliwera 1 fragment
- Potop 1 fragment
- Przygody Tomka Sawyera 1 fragment
- Quo vadis 1 fragment
- Testament mój 1 fragment
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
Tak na most z mostu, mówiąc rzeczy inne, A których pieśń ta opiewać nie myśli, Przez skalne chrapy, progi niegościnne, Piąty z kolei, kiedyśmy już przyszli: Wytchnąwszy trochę, ciekawością ginę, Aby oglądać inną rozpadlinę Tych złych tłumoków, inne łzy daremne; Dno jej, widziałem, szczególnie jest ciemne.…
Obudziła się i znów pomyślała, że coś z nią jest. Następny sen był piękny. Płynęła morzem. A co za dziwny był okręt bez ludzi, bez pokładu i komina. Nie było nad nim nieba. Tylko przez wielkie jakby wrota było widać morze i czuło się huk i prędkość. A wrota były całe ze skały i cały okręt był z kamienia. I tak hucząc, szedł morzem bez jednego człowieka, tylko z nią.
W jaką wasz okręt podróż odbija od tych wybrzeży? W stronę on życia czy śmierci po tych odmętach bieży?
Popchnięto go. „Śpieszcie się, do łodzi!" ktoś krzyknął. Mali marynarze przebiegli obok niego. Jeden z kutrów pływających zwykle wzdłuż wybrzeży, szukając schronienia, wpadł na statek stojący na kotwicy, a któryś z okrętowych instruktorów dostrzegł wypadek. Gromada chłopaków wgramoliła się na belki poprzeczne i skupiła się u otworów zewnętrznych. „Zderzyły się statki. Akurat przed nami.…
Wędrowiec, na istnienie spojrzawszy z ukosa, Wszedł na cmentarz: śmierć, trawa, niepamięć i rosa. Był to cmentarz Okrętów. Pod ziemią wrzał głucho Trzepot żagli pośmiertną gnanych zawieruchą. Wędrowiec czuł, jak wieczność z traw się wykojarza, I, ciszę swą do ciszy dodając cmentarza, Przeżegnał to, co bliżej: pszczół kilka, dwa krzaki I na pierwszym grobowcu czytał napis taki: Zginąłem nie na ślepo, bo z woli……
Ten wiatr trwał ciągiem przez dwadzieścia dni, przez które byliśmy zapędzeni nieco na wschód od Wysp Moluckich i o trzy stopnie na północ od równika, co nasz kapitan postrzegł przez swój rachunek dnia drugiego maja, kiedy wiatr ustał i zapanowała zupełna cisza, czym nieco się pocieszyłem.…
„Będziem się bronić jeszcze tydzień, dwa, trzy — myśleli sobie niektórzy ze szlachty i zakonników — ale co dalej, jaki koniec tych usiłowań?" Kraj cały był jako okręt pogrążony już w otchłani, a jeno ów klasztor sterczał jeszcze jak koniec masztu nad falami. Czyli więc mogli rozbitkowie, do tego masztu uczepieni, myśleć jeszcze nie tylko o własnym ocaleniu, ale o wydobyciu całego okrętu spod toni?…
…Ben nadchodził w podskokach, co dowodziło, że było mu lekko na sercu i że zamierzenia jego były wielkie. Zajadał jabłko, a w wolnych chwilach wydawał z siebie przeciągłe głębokie tony, po których następowały basowe pohukiwania: bom — bom — bom — gdyż był właśnie parowcem.…
Wczesnym rankiem dnia tego pastuchy z Kampanii, przyodziani w koźle skóry na nogach i z twarzami spieczonymi przez słońce, przepędzili naprzód przez bramę pięćset oślic, aby Poppea nazajutrz po przybyciu do Ancjum mogła mieć swą zwyczajną kąpiel w ich mleku.…
Żyłem z wami, cierpiałem i płakałem z wami; Nigdy mi, kto szlachetny, nie był obojętny: Dziś was rzucam i dalej idę w cień — z duchami, A jak gdyby tu szczęście było, idę smętny. Nie zostawiłem tutaj żadnego dziedzica Ani dla mojej lutni, ani dla imienia: Imię moje tak przeszło, jako błyskawica, I będzie, jak dźwięk pusty, trwać przez pokolenia.…
Jim przeszedł w poprzek mostka, a własne kroki w tej niezmąconej ciszy doszły tak wyraźnie jego uszu, jak gdyby odbiły się echem o czuwające gwiazdy; jego oczy, błądząc po linii widnokręgu, zdawały się łakomie spoglądać w niedostępny świat, nie widząc cienia zbliżających się wypadków.Jedynym cieniem na morzu był cień czarnego dymu, ciężkim, olbrzymim słupem wybuchający nieustannie i rozpływający się w powietrzu.…
— Ja nie znam, co to strach — ciągnął dalej maszynista z zapałem szczerego przekonania. — Nie boję się pracować w tej zgniłej skorupie! To szczęście niemałe dla pana, że jest nas kilku na świecie, co się o własne życie nie boimy — inaczej — gdzie byłby pan sam — i ten stary grat, z bokami cienkimi jak papier — tak, papier — może nie?…
Nie ma to nic wspólnego z Jimem, tyle że zewnętrznie wyglądał, jakby należał do tego rodzaju ludzi dobrych, głupich, jakich chętnie widzimy obok siebie w życiu, typu osób nietarganych wybrykami inteligencji lub zboczeniami, powiedzmy, nerwów. Był to gatunek człowieka, któremu oddałbyś w opiekę cały okręt, mówiąc w przenośni i wyrażając się fachowo zarazem. Mówię, że ja bym tak zrobił, a powinienem się na tym znać.…
— Jestem teraz trzecim porucznikiem na Victorieuse — rzekł, przedstawiając mi się. Oddałem mu ukłon i powiedziałem, że jestem komendantem handlowego okrętu, stojącego obecnie na kotwicy w Rushentter's Bay. Zwrócił na niego uwagę — ładny okaz. Nie szczędził komplementów memu okrętowi, zdaje mi się, że nawet pochylił głowę, mówiąc: — A... tak... ładny okaz, na czarno pomalowany... ładny, bardzo ładny.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.